Inflanty, część pierwsza – Wilno.

Sprawozdaje kolega Szczur.
Wyruszyliśmy jakoś tak strasznie wcześnie, ale pańcia jak zwykle (bardzo wbrew przepisom) przygotowała sobie i nam miejscówkę noclegową…

Ale zanim poszła spać, jak już odebraliśmy ubezpieczenie, zapakowaliśmy Najmłodszego i przejechaliśmy całe miasto to odkryła, że jedzie na urlop w kapciach

Cóż, mówi się trudno. Państwo postanowili kupić jakieś trampki po drodze, bo według prognoz pogoda miała się załamać i same kapcie plus japonki mogły nie wystarczyć.
Dojechaliśmy do Wilna, wielki, ponury Litwin typu Podbipięta porzucony przez Anusię Borzobohatą wręczył nam klucze i mapkę starówki i śmy się rozgościli w kwaterze numer jeden.
Zdjęć z środka nie mam, ale tak wyglądało podwórko



Jednym słowem, pańci klimaty ulubione.
Z samego rana dnia następnego zaczęły się schody, czyli wleźliśmy na wieżę uniwersytecką
Pańcia zupełnie niepotrzebnie spojrzała w dół

Trochę się zdziwiła, że w ogóle jeszcze żyje, spojrzała dalej…

Pańcio wydawał się przeszczęśliwy. W przeciwieństwie do pańci.

Ok, teraz nudne zdjęcia z owej wieży. Na pierwszym pańcia zaznaczyła miejsce kwatery.



Się droga Publisia nie spodziewa erupcji fotograficznych codziennie, albowiem pańcia nie znosi obróbki zdjęć!
No, ale Wilno jeszcze będzie, bowiem byliśmy nim zachwyceni…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Państwo wrócili, Abelardzik oszalał ze szczęścia…

Dzielny Junior dał radę wszystkiemu, choć miał trochę przygód. Najpierw się silnie przeziębił i poszedł w jelitówkę. Potem Ramzes przywalił mu mordą w szczękę i przez dwa dni Junior zażywał tramal, gadał półgębkiem i przyjmował wyłącznie płyny. Przez rurkę. Potem któryś kot zablokował mu kuchenkę. Na koniec dopadła go migrena i jak zaległ w kuchni na podłodze, tak zalegał dość długo, szczęśliwie tramalu po Ziemniaku zostało jeszcze trochę. Gdzieś w tym wszystkim Ziuta wybrała się na wycieczkę i zniknęła. To nie był dobry czas na adopcje, nawet tak awaryjne jak ta. Zuza i Rudy wciąż siedzą w pokoju Juniora, inaczej nie ostał by się żaden młody kos, ani młoda wiewiórka, co powoduje mnóstwo komplikacji i kocich awantur.
Hortensje za to postanowiły zakwitnąć i te ogrodowe i te bukietowe…


Jeśli chodzi o Inflanty, Szczur twierdzi, że wyprawa była pouczająca, choć dla pańci również męcząca, wszędzie mają ojro, państwo mieszkali w przeróżnych miejscach, rezerwowanych w ostatniej chwili (przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda)w tym w prywatnej kawalerce niejakiej Magrit.
Gdzieś w połowie wycieczki pańcia straciła pół prawej ręki, konkretnie od barku do łokcia i jutro zamiast do pracy to sunie do doktora.
Szczur z Wołeczkiem obiecują cykl sprawozdań z fotkami. Uprzedzają jednak, że pańcia robiła zdjęcia głównie budynkom i to im bardziej zniszczonym tym lepiej i – schodom. Schodom należy się wpis osobny!

Zaszufladkowano do kategorii Ziemniaczane Muffinki | Otagowano | Dodaj komentarz

Przepraszamy i wyjeżdżamy

Ogólnie rzecz biorąc pańcia jakoś ostatnio słabo działa. Na wszystkich frontach. Między państwem dialogi typu
Pańcio – Chodź, pokaże ci kwatery, może coś wybierzesz.
Pańcia – Wszystko mi jedno, sam wybierz.
Albo:
Pańcio- Jest jakiś obiad?
Pańcia – Nie ma.
Pańcio- Ale wczoraj też nie było…
Pańcia – Tak? Widocznie zrobiłam na dwa dni.
..są na porządku dziennym.

A pojutrze państwo wyjeżdżają i zostajemy z Juniorem samiutcy. Pańcio postanowił zobaczyć Bałtyk z innej perspektywy niż z Dębek i wybiera się na Litwę, Łøtwę i do Estonii. Najmłodszy oczywiście na nadzieję, że przy okazji skoczy do Helsinek. Nie wiem, jak pańcia to zniesie, bo snuje się po domu bez życia, nawet nie z powodów temperatur – jeśli w domu zamknie się okna odpowiednio wcześnie rano, to w ciągu dnia mamy na parterze 25 stopni. Wilki non stop teraz siedzą w domu – w dzień bo upał, w nocy bo komary. Wygląda na to, że mamy wypasioną rezydencję z dwoma budami i dwa wilki w domu.
Komary to w ogóle oszalały, wszystkie chcą nas gryźć, a pańcię zwłaszcza. Więc pańcia najchętniej zalega pod kołdrą.
Ogólnie pańcia zalega. Z praniem, gotowaniem, odbieraniem maili, pisaniem, a nawet graniem w ukochane RPG.
Jednak nie uznaje tego jeszcze za depresję, postanowiła się poddać dopiero, jak któregoś ranka nie wstanie do pracy.
Na razie w pracy pańcia nie zalega.
Zatem jadą, a my zostajemy. Biedny Abelardzik, on będzie tęsknił najbardziej.
Ps – żeby nie było, jest sensacyjna wiadomość! Po 15 latach największy jaśmin zdecydował się zakwitnąć! Ma po pięć metrów w każdą stronę i ma cztery kwiatki…!

Pańcia w pracy jako dziewica wtórna. W pożyczonym wianku.

A tu dziura do Australii. Masza prawdopodobnie postanowiła przewrócić dom.

No nic, ja będę czuwać nad wszystkim!

Zaszufladkowano do kategorii Ziemniaczane Muffinki | 4 komentarze

Kurła, ja NAPRAWDĘ NIGDY się nie nudzę…

Więc czemu, ach czemu muszę wyrywać z mordy Zuzy kolejną Dziubas…?

Zeżarła cztery ślimaki co nieźle rokuje. Miejmy nadzieję, że za kilka dni będzie już umiała latać i będzie ją można wypuścić. Jej siostra dziś rano nie miała tyle szczęścia – Rudy, tak, ten kaleka drepczący z pewnym trudem… nie zdążyłam drania złapać, a rodzice nie zdążyli go dziobnąć. Natomiast on zdążył przegryźć kosowi kark.
Wieczorem rodzice byli szybsi, Zuzia nie bardzo wiedziała jak się jednocześnie bronić przed starymi i łapać młode, a ja miałam szczęśliwie w ręku wąż, bo akurat podlewałam. Chluśnięta strumieniem wody Zuza wycofała się, a ponieważ zza rogu pokazała się z kolei Masza, bardzo zainteresowana okrzykami rodziców i młodego też, nie miałam wyjścia, musiałam młode złapać. Po historii z Dziubas już wiem, jakie idiotyczne obyczaje mają kosy, kiedy kończą karmić młode. Nie mam gdzie go zanieść. Wszędzie koty, psy a jak działka niezamieszkana to z kolei kuna. No nic, parę dni damy radę.
Chyba.
Zaiste.
Uch.

Zaszufladkowano do kategorii Pańcia osobiście | Otagowano | 3 komentarze

Pożegnajmy Bulwiecia, tłuściutkiego słodziaka.

Guz na śledzionie przy tym okazał się pikusiem.
Cóż napisać? Nasz mały grubasek, mięciutki pluszaczek, chciałoby się tylko całować gładki pyszczek.
Kiedy Junior mimochodem zawiadomił, że Bulwa na szyi ma jakieś guzy, nie sądziliśmy, że to tak bardzo powiększone węzły chłonne. Bardziej zaniepokoiło nas chrapanie, kiedy spał. Bo do tej pory nie chrapał.
Więc najpierw kontrolne usg i ten guz. Jeszcze myśleliśmy, że wszak bez śledziony można żyć. Ale potem przyszedł wynik cytologii, a nasz mały psinek ewidentnie czuł się już źle.
Pochowaliśmy Bulwiecia niedaleko małego Kaja, niech chłopaki śpią spokojnie…

Pańcia pyta jak ma nie mieć depresji, hę?

Zaszufladkowano do kategorii Pożegnania | Otagowano | 7 komentarzy

Wiecie co wam powiemy…?

Ja i wkurwiona pańcia?
Dla tego narodu nie ma ratunku.
I chuj.
A tu stare, ale jakże wciąż aktualne.

O, a tu pewne panie suną, pędzą do Unii. I panowie, ofc…
Dżizas. (ikonka waląca się w czoło)

DRA MAT.
Kurtyna.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 3 komentarze

Ziutkowy komunikat krótki o tym , że sterylek nigdy za dużo. Choć może jednak…?

Otóż po załatwieniu formalności (karta warszawiaka oddała duże usługi) i kompleksowych badaniach Ziuta pojechała na sterylkę.
Po zajrzeniu w głąb kota okazało się, że jest, hm już sterylny. Ale ogląd wnętrza się przydał i zamiast sterylki została przeprowadzona operacja przepukliny. Ziuta po operacji jakiś czas odmawiała powrotu do świata żywych, miała jakiś w kosmos cukier (a badania przed wyszły dobre) i teraz siedzi w pralni w słabej formie…
Generalnie pańcia też jest w słabej formie. Emeryturo przybywaj…!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 1 komentarz

Cóż, może trochę a nawet bardzo znienacka witamy na pokładzie. Cholerny znienacek.

Tak, wiemy, że miało być najpierw o Abelardziku, ale wtrącił się Znienacek i bedzie zupełnie o czym innym. Nie wiem, czy Publisia pamięta Najlepszą Przyjaciółkę pańci. NP przeszła raka, potem miała kolejną diagnozę, potem wypadek i operację tętniaka na cito – no, ostatnie osiem lat to były lata powiedzmy, że dość trudne. Następne nie zapowiadają się jakoś lepiej, bo kilka dni temu mąż NP przeszedł udar i jednostronnie sparaliżowany leży w szpitalu. To był ogólny zarys sytuacji a teraz akcja zasadnicza. W piątek państwo jak zwykle piją wino i słuchają listy, Junior się snuje, Rudy się snuje, ja sobie na kanapie śpię, spokój generalnie i wtedy dzwoni do pańci NP. Była w szpitalu a potem, by się odstresować odrobinę po tej wizycie pojechała na ukochaną działkę podlać kwiatki. I tam spotkała kota. Kotkę. Zapytany zarządca, który tam mieszka na stałe, wyjaśnił, że kotka została tu podrzucona dwa dni temu, on ma już takich pięć, ale mimo wszystko próbował ją nakarmić, niestety, jego koty ją odganiają i ogólnie nie są nastawione życzliwie. Kotka wzięta na ręce wczepiła się w NP dość rozpaczliwie i rozmruczała i wtedy NP zadzwoniła do nas na granicy histerii, no bo w domu w bloku pies i trzy koty, mąż w szpitalu, i akurat jeszcze demontują balkony bo remont. Skołowana NP nakreślała sytuację pańci w sposób chaotyczny, ale ponieważ pańcia doskonale wiedziała tak o mężu jak i o balkonach, bez pudła wyłapała sedno aktualnego problemu. Coś trzeba było zrobić i to natychmiast, bo NP nie udźwignie sytuacji. I w tym momencie podsłuchujący z fotela obok pańcio objął dowództwo.
NP usłyszała słowa otuchy i wsparcia, a także został przedstawiony jej plan, dzięki czemu opanowała się na tyle, by zapakować kota do plecaka i zawieźć do domu. Autobusem. W domu kotka została przepakowana do transportera. W tym samym czasie pańcio załatwiał z taksówkarzem nietypowe zlecenie, a pańcia z Juniorem wyczyszczenie kuwety. Kot został przekazany panu taksówkarzowi i dowieziony do nas, konkretnie od razu do pokoju Juniora. Boi się kotów a nie boi psów, więc Rudy z Zuzią dostali chwilową eksmisję i noc kotka spędziła na Juniorze, z Maszą w jednym łóżku.
Obecnie sytuacja jest opanowana, Rudy jest sterroryzowany i chodzi na paluszkach, by kobiety nie denerwować, z Zuzią pobiły się raz, po czym podpisały pakt o nieagresji, choć nie wiemy na jaki okres. Reszta kotów na razie trzyma się z daleka, bo na wszystkie warczy.
Pańcia zastanawia się, czy nie przyciąć jej ucha, jak to robi z myszami, by je odróżnić, bo jak można było się spodziewać, złośliwy los obdarzył państwa trzecim kompletnie czarnym kotem.




W dotyku i po oczach to klon Celiny, więc pańci tok myślowy poszedł następującą drogą – „La la la, zaśpiewał w barze ktoś
To czarny Ziutek pije gin, Celiny koleś, twardy gość….!”
… a ponieważ to dziewczynka, nie może być Ziutkiem. Pozostało tylko zapytać koleżanki Ziuty, czy się zgadza i tak oto Ziutka została Ziutką.
Ktoś chciał coś dodać…?

Zaszufladkowano do kategorii Witamy na pokładzie | Otagowano | 6 komentarzy

Jeszcze odrobinę świątecznie

Albowiem pańcia lubi się chwalić swoją szefową, która nie tylko doskonale gotuje i piecze, ale też to co upiecze – ozdabia.
Tak wyglądały wielkanocne baranki szefowej…

Natomiast u państwa baranki bywają jedynie takie

Ewentualnie bardziej kulinarnie podane, czyli baranek na talerzu

Cóż…

Zaszufladkowano do kategorii Wtręty różne | Otagowano | 4 komentarze

Trochę spóźnione, ale pańcia w ogóle jest opóźniona życiowo

…czemu nie jest winna niewinna wnuczka, która skończyła dwa lata i nosi czasem warkoczyki i ksywkę „sprężynka”
Z drugiej strony ojciec dzieciątka obiecał przysłać zdjęcia na maila i nie dotrzymał. Zatem tylko selfiaczek urodzinowy, czyli babcia i Emma łeb w łeb.

… a także kilka słabych fotek z babciowego telefonu

Z tatusiem zabawa jest najlepsza. Przynajmniej dopóki tatuś ma refleks i póki, ekhem, dziecina nie urośnie :>

Chwila przerwy w bieganiu…

PS – Czy ja w końcu opisałam Straszną Historię Abelardzikowego Zaginięcia Włos na Głowie Jeżącą…?

Zaszufladkowano do kategorii Emma | Otagowano | 5 komentarzy