Aktualności…

Otóż, same super. No, może nie same. Od poniedziałku zrywają nam podłogi na parterze, a górna łazienka jeszcze w lesie. Wykrzaczyła się jakaś płytka w naszej wypasionej pompie ciepła i nie ma ciepła. W sensie ogrzewanie nie działa. Nie ma też z tego powodu ciepłej wody. Dzień później nawalił hydrofor i zimna woda też bywa sporadycznie. W sensie, trzeba dokonywać specjalnych czynności, by uzyskać kilka litrów. Nie, tym razem małż nie każe walić w hydrofor grabiami ani waserwagą, ale robi manewry bezpiecznikami.
Dalej, szuflady w szafkach łazienkowych są jakby o 7 cm za krótkie. Płytek na ściany nie starczy, a materac uzyskany od koleżanki okazał się mieć 140 cm szerokości, zamiast 160.
No dobra, teraz z zupełnie innej beczki. Lucek został ponownie prześwietlony i goi się nadzwyczaj dobrze, mimo tego, że biega wciąż jak szalony, po schodach także i gips prawie mu już odpadł.

Prawda, jaki słodziak jak śpi? Państwo chcieli wycyganić trochę tego specyfiku, ale pani vet zaproponowała by raczej zapisać go do jakiegoś kółka sportowego.
W każdym razie państwo zafundowali mu nowy gips i już może z powrotem kontrolować przebieg prac remontowych.

Mnie też zabrali, oczywiście jak zawsze pod pozorem pobrania krwi na badania tarczycowe, ale ja podejrzewałam co się święci i już prawie się schowałam pod Lucka…

Niestety, pańcio mnie jakoś zauważył i wiadomo… pazurki mi obcięli…

Jeśli oni sądzą, że ten pierdylion ciasteczek, jakie potem dostałam od każdej osoby w tej przychodni mnie udobrucha, to bardzo się mylą! Mam focha i będę miała do jutra!

Zaszufladkowano do kategorii Ziemniaczane Muffinki | Otagowano , , | 1 komentarz

A deszcz pada i pada…

Nawet nie pada, tylko leje, nie mogłam nawet zapalić Ci wczoraj światełka, Gabuniu. To szósta rocznica, ale pierwsza w deszczu. Nie widać Twojej gwiazdki, a u nas nie widać światełka w tunelu… W domu remont, w kraju pandemia i pisowska chujnia, Emma rośnie, a mnie to omija.
Wiosna i lato minęło, nawet nie wiem kiedy i źle mi z tym, bo czas mi biegnie coraz szybciej i szybciej…
Abelard też się postarzał, zrobił się chudszy, całkiem ogłuchł i coś mu się powoli w tej małej główce miesza.
Ciężko o jakieś dobre nowiny, Gabuniu.
Tęsknię, Niuniaczku.

Zaszufladkowano do kategorii Pożegnania | Otagowano | 3 komentarze

…ale zanim do Werony, Mufka ma komunikat!

Otóż, żeby kózka nie skakała, to by łapy nie złamała!
Może ktoś wie, jak wytłumaczyć temu postrzelonemu kozłu, że z gipsem się nie biega?
I tak przez osiem tygodni…?

Zaszufladkowano do kategorii Ziemniaczane komunikaty krótkie | Otagowano | 1 komentarz

Dzień poprzedni przed ostatnim.

Rano urocze w istocie miasteczko, Sirmione. Leży sobie na cyplu, z trzech stron otoczone jeziorem Garda, więc siłą rzeczy malutkie jest. Urocze, choć trochę zatłoczone. Wiecie, pandemia.
Mieszkała tam Maria Callas i to podobno był bardzo szczęśliwy okres w jej życiu.
Zeżarłyśmy z przyjaciółką lody – ja o jakimś smaku niewiadomym, bowiem czarnoskóra panienka za ladą operowała wyłącznie włoskim i niemieckim, więc porozumienie było trudne, ale kto nie ryzykuje, ten w kozie nie siedzi, jak mawiał mój kumpel.
Sklepiki z cytrynowymi kulkami mydełek, podobnież firmowa specjalność, ale nie przepadam za zapachem cytryny, więc mnie nie porwało. Natomiast bugenwille, rosnące co krok, to i owszem.

Wejście na starówkę, czyli most zwodzony do zamku Scaglierich

Plaża i inne takie tam

Tu na przykład jakaś przysadzista prawie emerytka



I nieoczekiwana trochę atrakcja



Przejechało takich kilka. Bardzo stylowe.
Od razu powiem, nie ma co jechać tam na trzy godziny. Tam trzeba mieć kilka dni, by spokojnie połazić nie tylko po uliczkach, ale i po wzgórzach i po plaży, przepłynąć promem by popodziwiać z daleka, a także z wysoka, z tarasu widokowego, który podobno jest. My niestety mieliśmy za mało czasu na cokolwiek. W ogóle ta wycieczka miała chyba przesadnie przeładowany program.
Tego samego dnia po południu dotarliśmy do Werony…

Zaszufladkowano do kategorii Pańcia osobiście | Otagowano | 1 komentarz

Wieczór wcześniejszy

To nocleg w przeuroczym chatelet, w miejscowości nie do wymówienia (Gschnitz!) u dwóch uroczych panów. To znaczy, poznaliśmy tylko jednego, bo drugi siedział w kuchni i gotował. Doskonale zresztą, co było miłą odmianą wobec dotychczasowego menu w hotelach poprzednich. Kartoffelsalat!… Mniam! Wino też mieli pierwsza klasa, co natychmiast zostało odbadane przez naszych towarzyskich, sympatycznych itd emerytów.
Przyjechaliśmy tuż przed zmrokiem, wyjechaliśmy o szarówce, ale Publisia musi uwierzyć na słowo, że okoliczne góry są imponujące!


…mimo, że na fotkę załapała się tylko jedna i to nie największa.
Nawet niby zwykłe hotelowe zawieszki były słodkie

Bardzo, bardzo polecam.
https://www.kirchdach.at/de/hotel

Zaszufladkowano do kategorii Pańcia osobiście | Otagowano | Dodaj komentarz

Pańcia wróciła…!

Okropnie niewyspana, bowiem śniadania tam serwowali głównie bladym świtem, na przykład o 5 rano. Na dodatek dziwnie karmili, pomijając uroczy chatelet w Austrii w którym byli na sam koniec. Prowadzi go dwóch panów, którzy musieli uciekać z Węgier, z powodów raczej wiadomych.
Pańcia najpierw odsypiała, a teraz nagle remont ruszył z kopyta. Na górze kładą się podłogi a na zewnątrz panowie kończą układać tzw podbitkę.
Pańcia oczywiście ma trochę zdjęć, i postara się powrzucać z symbolicznym komentarzem. Od końca, jeśli Publisi to nie przeszkodzi. Bowiem najlepsze na tej wycieczce było na początku. Na końcu był Zell am See. Znany z różnych rzeczy, min z Sisi




Publisia pamięta, że pańcia najbardziej lubi fotografować domy, najlepiej stare?
Ale tego ostatniego dnia wycieczka pływała po jeziorze Zeller See…

Ostatnie zdjęcie trochę wyjaśnia, dlaczego pańcia stwierdziła, że przez ostatni rok tyle nie wypiła alkoholu, co przez ten tydzień. Mamy tu godzinę dziewiątą rano…!
Tak to jest, jak się spotka emerytów sympatycznych, rozmownych, gościnnych, towarzyskich i zabawowych…

PS – W razie wątpliwości, wyjaśniamy, że pańcia to ta emerytka w czarnym.

Zaszufladkowano do kategorii Pańcia osobiście | Otagowano | 1 komentarz

Komunikat tajny i nerwowy

Tajny, bo Abelardzik nic jeszcze nie wie.
A nerwowy, bo pańcia wyjeżdża bez samochodu, bez pańcia i jego karty, jego znajomości języków obcych i w ogóle bez niczego. To znaczy z przyjaciółką. I z całym autokarem rozrywkowych emerytów. Tak, dobrze Publisia czyta. Pańcia jedzie na wycieczkę dla emerytów. Objazdową, Berniną między innymi. Pańcia nic dokładnie nie wie, bo to przyjaciółka jest pomysłodawczynią.
Ja nie wiem, czy to najlepszy pomysł, by odpocząć od remontu i wszystkiego!

PS. Słońce na chwilę wyszło, więc włala


Oczywiście, przyklejona do ściany pewnie będzie eee… prosta znaczy. Ta mozaika.

Zaszufladkowano do kategorii Ziemniaczane komunikaty krótkie | Otagowano , | 5 komentarzy

Mozaika czeka na pogodę.

A tu burze, droga Publisiu. I się wydało, że Lucek się boi. Pańcia o 3 w nocy musiała go wypuścić z garażu – (tak, żaden przedstawiciel młodzieży się nie obudził) i Lucuś biegusiem udał się w jedyne, według niego bezpieczne miejsce. Następnego wieczoru od razu postanowił zająć pozycję strategiczną…

Bo te burze, to panie, podstępne teraz są.
Jednak nie wysiedział długo. Ani Abelard, ani ja nie zamierzamy na to pozwolić! Synuś zwłaszcza!

Państwo odwiedzili stosowny sklep i po również stosownie długim czasie zabrali trochę próbek…

A potem pańcia zużyła testery, które oczywiście zupełnie inaczej wyglądały niż miały.

I nie, żebyśmy miały z pańcią tu Publisię dołować, ale jesień stoi u progu. Bo już nastąpił ten moment, kiedy rano pańcia zmierza do pociągu a tu stacja jeszcze świeci…

Zaszufladkowano do kategorii Ziemniaczane Muffinki | Otagowano , , | 2 komentarze

Bez trybu, czyli post zastępczy

Bo pospolitość skrzeczy. I trzeszczy. Jak świeżo wylana i ugotowana przez pomyłkę podłoga, która miała się powoli suszyć, ale pan serwisant od pompy coś źle nastawił i podłogę tak zagrzał, że wyparowało to i owo z niej i
a – skurczyła się, trochę popękała i odstaje od ścian
b – nie wiadomo, czy po położeniu na nią kafli się nie zacznie kruszyć.
A jakby zaczęła, to
c – może podziurawić święte rurki od ogrzewania.
Dlatego Publisia obejrzy kilka obrazków z dupy i bez związku z remontem.

Ja wcale nie chciałem w tym uczestniczyć! Czy pańcio nie może pracować sam, hę??

Tak myślałem…

Odczep się, człowieku. Odczep się, przestań mi dłubać w oku!!!

Człowieku, ostrzegam po raz ostatni!!!

Pańcio lubi życie na krawędzi, więc przeniósł swoją uwagę na Abelarda i postanowił zażyć wspólnej drzemki.

W tej całej sytuacji postanowił cichcem skorzystać z okazji kolega Lucyfer i podstępem się zaskradł. Przez chwilę udawał bezwonnego, malutkiego pieseczka.

Reszta towarzystwa trochę zdurniała, ale Ramzes jako prawdziwy dżentelmen przygarnął trochę oburzoną, a trochę rozżaloną Mufkę na swoje posłanko.

A Kitka na to – niemożliwe…

Chodź do kuchni, no chodź, już ze dwie godziny nie jadłam…!

To wszystko nie podoba się Emmie zdecydowanie. Tu na tle wszystkich sprytnych urządzeń od pompy ciepła. No działa, działa, pańcię pociesza myśl, że Młody też nie ogarnia jakim cudem z zimnej ziemi leci ciepło i to w takiej ilości, że nie tylko jest gorąca woda, ale i było 50 stopni na podłodze.
Wysunął nieśmiałe przypuszczenie, że pańcio w tajemnicy dokopał się do jądra planety… Albo do ogni piekielnych. Albo do Morii. Albo do jakiejś drowiej elektrowni.
Albo do uj wie czego, ale czegoś gorącego…

Kafelek następnym razem. Jakoś muszę dawkować napięcie!

PS – Pańcio zgłosił pretensje, że występuje publicznie źle ubrany i zażądał stylisty…

Zaszufladkowano do kategorii Pańcia osobiście | Otagowano , | Dodaj komentarz

Szok i niedowierzanie

No… dalej nie wiem jak, ale działa. Ta pompa z ziemi. Podłoga na górze grzeje i ciepła woda jest…
Cuda, panie, cuda i dzikie węże. O-O
Wybrałam taką śliczną mozaikę do łazienki. Dziś małżonek się zorientował ile kosztuje.
Peszek…

Zaszufladkowano do kategorii Pańcia osobiście | Otagowano | 3 komentarze