Bez trybu3

Czyli Emma rośnie, hm, dokumentacja.

Dodatkowe, przedwczesne wakacje w Hiszpanii

Zaszufladkowano do kategorii Emma | Otagowano | Dodaj komentarz

Bez trybu 2

Wbiłem se patyk w łapę. Państwo wszak kochają jeździć do weta, zwłaszcza, że przychodnia przeprowadziła się kilka kilometrów dalej…

Zaszufladkowano do kategorii Wtręty różne | Otagowano | 3 komentarze

Bez trybu

Moja teściowa i ja 53 lata temu…

Kurcze, no. Lubiłam Ją.

A Ona lubiła fiolety.

Zaszufladkowano do kategorii Pańcia osobiście | Otagowano | Jeden komentarz

Wojna i inne sprawy

Napiszę krótko – to co robią ruscy za naszą granicą przestało mi się mieścić gdziekolwiek, nie tylko w mózgu. Nie ogarniam, nie ogarniam, nie ogarniam też tego, że świat się gapi i w zasadzie nic z tego nie wynika, z tego gapienia się. O ruchach naszego rządu nawet nie chce mi się gadać, szkoda klawiszy i moich nerwów.

Pomijając sprawy wojenno krajowe, w zeszłym tygodniu świeżo odwołany covid w ciągu kilku dni zabił moją teściową. We wtorek zabrana do szpitala, od środy w śpiączce, w sobotę umarła.

Generalnie nie jest do dobry moment na wesołe opowiastki, choć, oczywiście, nie rezygnujemy z nich we własnym gronie, rodzinny czarny humor trzyma nas w pionie. w tym jesteśmy dobrzy. Ale na razie muszę odpuścić humoreski w internetach, wybaczcie.

Wrócę jak skończy się wojna, a zanim to nastąpi to ewentualnie tylko fotki… Trzymajcie się ciepło.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | 2 komentarze

Nigdy już nie będzie takiego lata

Pamiętacie to zdjęcie Abelardzika z któregoś lata, podpisane „król życia?” Nie mogę go teraz znaleźć, nawet nie pamiętam, który to był rok, mam je wydrukowane na poduszce.

Poniedziałek, 14 lutego, Linda wciąż nuci to w mojej głowie, pani doktor jeździ Misiowi po brzuszku, po płucach, po nerkach i coraz bardziej widać, że serce, którym tak się od pół roku przejmowaliśmy, to wcale nie największy synusiowy problem. Od piątku Abelardzik wszystkim wymiotuje, jesteśmy na tym usg na krzywy ryj, pani vet coraz bardziej marszczy brwi, patrzę na prawie całkiem ciemny obraz płuc, i już wiem, że nie ma co zwlekać, niezależnie od tego co ja

co ja

Mówię pani vet, że tylko zadzwonię po męża, bo na pewno chce się też pożegnać, pańcio przychodzi, szeptem mu zdaję relację ze zmienionych nerek, z zajętych płuc, z ostrego zapalenia żołądka, ale za to serce wcale się nie powiększyło tak bardzo… Ważymy Misia ostatni raz – 4,7 kg. Nie, ja wiem, że nie ma co czekać, aż pies umrze z głodu, ale co mi po tej wiedzy. Jak osiem lat temu, przy Gabuni, stoję zasmarkana, synuś jak zawsze opiera łebek o mój policzek, niewiele widzi, nic nie słyszy, słabo się ogólnie orientuje, ale póki go trzymam jest spokojny, szybko jest po wszystkim.

Decyduję się pochować Abelarda NA Gabuni, miejscówki nam się kończą, zresztą chcę ich mieć razem. Panowie idą na wieczorny spacer z psami, wślizguję się do garażu, gdzie go zostawiliśmy, Misio jest już sztywny a ja pozwalam sobie na

Misiu, moje serduszko.

Mój policzek wciąż tak dobrze pasuje do psiego pyszczka, do tego załamania przed czółkiem, po chwili czółko jest całe mokre, w końcu idziemy do Gabuni, Junior kopie ostrożnie, potem pańcio układa Abelarda zawiniętego w moją sukienkę, udeptuje grób, na wierzchu z powrotem kładzie płytę z gresu.

I tak teraz leżą razem, Niunia i Niunio.

A w naszym łóżku tak strasznie pusto.

„Nad horyzontem błyska się i słychać szczęk żelaza
Nigdy nie będzie takiego lata”

Świetliki

Zaszufladkowano do kategorii Pożegnania | Otagowano | 6 komentarzy

Cicho, wiem.

Ale dalej mam jakąś barierę na pisanie.

A Szczodre Gody odbyliśmy 19 grudnia – z różnych przyczyn.

Dziadek dostał tez prezent…

Prezentów nie było może zbyt wiele, ale Emma i tak w siódmym niebie. W tym wieku jeszcze cieszy prawie wszystko.

Kilka dni wcześniej pańcia zaliczyła bliskie spotkanie ze stojącą szafką łazienkową, która oczywiście powinna być przytwierdzona do ściany i która – oczywiście – nie była. I metr osiemdziesiąt szafki, w tym cztery szuflady, znalazły się na pańci a pańcia na ziemi. Nad nią smętnie kołysały się wyrwane z zawiasów górne drzwiczki. Rumor był taki, że pańcio z dołu przyleciał w te pędy i odgruzował małżonkę. Pańcia, doświadczona matka dwóch syneczków z których jeden był nadpobudliwy i nadruchliwy, a drugi reagował na wszystko zbyt późno, sprawdziła sama na sobie, czy nie ma wstrząsu mózgu i uznała, że jest ok.

Jednak dwa dni później centymetra zabrało by spadła ze schodów, na dodatek niosąc Abelarda. Mimo piątej rano pańcio znowu przyleciał w te pędy ratować małżonkę i delikatnie zasugerował, że może jednak jakiś lekarz…? A ponieważ pańci rzeczywiście coś za bardzo kręciło się ciągle w głowie, niechętnie nawiązała kontakt telefoniczny z nowym w jej przychodni lekarzem rezydentem. Bo do jej ulubionego numerków już rzecz jasna nie było.

Pan doktor się przejął i zażądał wizyty osobistej. A to pańci świecił, a to ją smyrał w stopy, a to kazał robić różne rzeczy a na koniec sprawdził w komputerze, że czas oczekiwania na wizytę u neurologa to trzy miesiące i powiedział, że musi pomyśleć. I że zadzwoni. Państwo wrócili do domu i ledwo pańcio zdążył zjeść obiad jak rzeczywiście zadzwonił. Podał kod skierowania i polecił udać się na SOR do pewnego szpitala. Pańcia się udała. Obiadu zjeść nie zdążyła. A na SORze, jak to na SORze. Najpierw jakoś spacyfikowała nadętego gówniarza pięlęgniarza, który domagał się, by pojechała do szpitala właściwego jej miejscu zamieszkania. Szczęśliwie, Bursztynowa jest zdaje się szpitalem covidowym, więc niekoniecznie. Potem, już z numerkiem zasiadła na krzesełku i miała czekać na wywołanie.

Była godzina 15.

Tutaj pańcia musi zadać kłam pomówieniom, że lekarze w covidzie nie leczą. Kocioł był, owszem, i cały czas wszyscy tam byli zalatani. Owszem, pani badająca pańcię wstępnie, musiała przerwać, by znaleźć wolne łóżko dla pani lat 96, chorej na raka i chuj wie co jeszcze, ale znalazła, aczkolwiek na ortopedii. jak to mówią na bezrybiu i ortopedia rakiem. Potem zbadał pańcię neurolog, potem miała tomografię, potem jeszcze badania krwi, a potem jeszcze raz neurolog. W tzw między czasie pańcia prowadziła obserwacje socjologiczne, jaką silną osobowaość ma ta pani 96 od raka – córka (na oko lat 70+ )przyjechała przywieźć jej rzeczy, bardzo wytresowana. Potem pielęgniarz chciał szybko przewieźć ją na tę ortopedię. Aha, akurat szybko. Szybko to on się poddał. Przez ten cały czas pańcia z trudem znalazła automat w batonikami i kawą, który przyjmował płatności kartą (tak, to trudne do uwierzenia, ale reszta była na gotówkę!) i pożywiła się wafelkiem i kawą z mlekiem. W końcu dostała wypis na dwie strony formatu A4 i już o trzeciej w nocy łapała taksówkę do domu…

…Albowiem pańcio tak w nerwach czekał na małżonkę, że niestety już nie mógł po nią przyjechać….

Tak btw – zdrowego i spokojnego Nowego Roku i uważajcie na szafki…

PS – pańcia żyć będzie, lekko nią wstrząsło, ale już jest ok, w sensie, nie kręci się pańci bardziej niż normalnie.

Zaszufladkowano do kategorii Emma, Pańcia osobiście | Otagowano , | 5 komentarzy

Moje piękne krówki nareszcie są na swoim miejscu

O. W sensie, że na ścianie kuchennej. Nie pytajcie, dlaczego pańcio potraktował je jako jedność, nie robiąc żadnych przerw. też nie wiem. Ale i tak są boskie, c’ne?

PS – Okropnie trudno robi się zdjęcia obrazkom. Zawsze odbije się któreś okno, a wieczorem lampa…

Zaszufladkowano do kategorii Pańcia osobiście | Otagowano | 3 komentarze

Pora na danie kaloryczne, czyli smalczyk

Dla ptaszków, oczywiście.

Zaszufladkowano do kategorii Pańcia osobiście | Otagowano | Dodaj komentarz

Z cyklu Emma, czyli problemy z protoplastami

Emma wraz z rodzicami porządkuje grób rodziny od żeńskiej strony babci M. Ojciec, trochę niebacznie, wdaje się w zawiłe wyjaśnienia.

Tatko Emmy – I tu, rozumiesz, leży twoja prababcia a moja babcia, czyli mama babci M i babcia babci M, czyli mama mamy babci a moja prababcia.

Emma (wlepia w ojca nieodgadnione spojrzenie)

TE (mimo woli jakoś zmobilizowany do dalszych wyjaśnień) – bo rozumiesz, babcia Tereska, czyli mama babci M, czyli moja babcia, to twoja prababcia, a moja prababcia, to twoja praprababcia…

Mama Emmy (usiłując dzieciątku nieco prościej przybliżyć problem) – Bo wiesz, każda babcia ma swoją babcię. I ta babcia też ma babcię… Znaczy ma i mamę i babcię i sama najpierw jest mamą a potem babcią.

TE – dokładnie. Babcia miała i mamę i babcię a ta babcia też miała mamę i babcię i to była twoja prababcia, nie, czekaj…

Emma (trochę z zadumą a trochę zniesmaczona) – Niebywałe rzeczy do mnie mówisz…

Zaszufladkowano do kategorii Emma | Otagowano | Dodaj komentarz

Nadejszła długo oczekiwana chwila, czyli specjalnie dla cioci Ai zdradzamy jakiż to nowy fijoł pańcię opanował.

Otóż pańcia nabyła sobie sama na gwiazdkę maszynę do szycia. Całe życie chciała umieć się takową posługiwać, ale we wczesnej młodości skutecznie została zniechęcona przez własną mamunię, której nie bardzo z maszyną szło. No i wmówiła w jedyną córkę, że to trudne, skomplikowane i nie do ogarnięcia. I skoro pańcia opanowała druty, szydełko i haft płaski, to nie ma co się porywać z motyką na słońce. Pańcia uwierzyła. Aż w końcu, po pół wieku, postanowiła jednak zaryzykować. Nabyła najlepszą maszynę z tych w okolicach 500 zł, sąsiadka pokazała jej podstawy, wygrzebała w szmateksie trochę materiałów i ruszyła zeszywać szmatkę do szmatki. Albowiem nie miała ambicji uszyć kiecki, ani spódnicy, choć może w dalszej kolejności i na to sie porwie. Ale całe życie marzyła o patchworku. Teraz Aia i reszta Publisi zostanie zasypana fotkami pańciowych postępów w kolejności mniej więcej chronologicznej.

Początki były wysoce chaotyczne, a pierwsza sztuka poszła do wnuczki, by ta mogła sobie budować wigwamy i niszczyć wielce nieudaną próbę dowolnie.

Drugą próbę pańcia poczyniła trochę rozważniej. Okazało się rychło, że zszywanie bloków, nawet tych według konkretnych wzorów to jest ta najłatwiejsza część roboty. Gorzej z bordiurami, lamówkami…tu wzór log cabin, nie wiem, dlaczego tylko z jednej strony. Ani dlaczego tylko jedna trzecia…?

Potem zamarzyły się pańci ptaki.

I tu pańcia w całej okazałości zderzyła się z problemem prawidłowego zrobienia tak zwanej kanapki a potem z kwestią pikowania. Na razie poprzestała na najprostszym, zresztą patchwork nie jest duży, ani gruby, więc jakoś dała radę. Potem wpadł jej w ręce materiał taki bardziej ozdobny, więc postała kapa, zwana perską.

Tu też pańcia poprzestała na pikowaniu czysto geometrycznym, ale potem znalazła w internetach sposób pikowania nie całości, tylko poszczególnych bloków osobno i tak powstał nieduży patchwork, znowu dla Emmy, w pierwsze gwiazdy.

Tu spód, lepiej widać łączenia…

Jak widać, pikowanie takie wymaga potem specjalnego łączenia bloków przy pomocy lamówek. Innymi słowy, z jednej strony nie trzeba robić dużej kanapki (tylko kilkanaście małych ) ale potem jest więcej roboty z łączeniem. No i nie można już dać bordiury, więc nie można poszerzyć, albo wydłużyć całości.

No tak czy siak, przyszła pora na gwiazdy Ohio. Robienie według konkretnego wzoru ma swoje zalety…

Bo kroi się wszystko na raz, jak widać. Nie starczyło by materiału na wszystkie takie same, wiec znowu są dwie wersje kolorystyczne.

A tu gwiazdy złożone z wypełnieniem, spodem i przepikowane

Poskładane w całość

Cóż, to wciąż nie jest takie pikowanie jakie pańcia by chciała. Nawet już się zaczęła rozglądać za pikowarką, kombinując, że postawi ją gdzieś w bibliotece, ale najtańsza kosztuje 20 kafli. W internetach ludzie proste pikowarki budują sobie sami, ale pańcia nie jest tak zdolna. Są też w internetach panie, głównie z Anglii i USA, które naciągają ogromne patchworki na specjalne ramy i pikują ręcznie. Serio.

Tak czy siak, teraz pańcia ma na tapecie niebieskie paski

Jest już na finiszu, ale wyszedł spory patchwork i trudny w obróbce – pańcia musiała zużyć resztę ociepliny, teraz zamierza poprzestać na polarowych kocykach. Damy fotkę jak skończymy.

W tak zwanym międzyczasie pańcia skróciła moc spodni, uszyła wielkie zasłony do pokoju Emmy, naszyła kilka łat, wszyła kilka gum, przerobiła kilka spódnic, w tym dwie w jedną, poszerzyła sobie letnią kieckę, a także popełniła przybornik na ścianę

i torbę z cudnych spodni, w które się nie zmieściła

Jakby kto pytał, to niekoniecznie ostatni zajob pańci, ale o tym może następnym razem…

Zaszufladkowano do kategorii Manufaktura | Otagowano | 7 komentarzy