Pożegnajmy Maszę, psinę wiecznie zestresowaną i osobną.

No. Państwa podejrzenia poszły w kierunku cukrzycy, albowiem Maszka od kilku dni zaczęła bardzo dużo pić. I siusiać. Wezwany do tablicy Junior umówił się wczoraj na badania, posadził ojca za kierownicą i pojechali. Pojechali we troje, wrócili we dwóch. Pańcio w stuporze, Junior bez słowa poszedł po szpadel i oszołomiona pańcia z trudem wycisnęła informację, że zrobiono USG, które wykazało, że Masza ma na wątrobie wielkiego guza, który kilka dni temu pękł i właśnie się rozlewa na pozostałe narządy.

Masza miała około 12 lat, była dużą, grubą damą, zwana przez państwo grubą lub rudą Bertą, nie była psem towarzyskim, trochę się bawiła z Luckiem, ale w domu dekowała się w pokoju Juniora i nie chciała zadawać z nikim. Miała ciężkie dzieciństwo i młodość, Junior z ówczesną panną zabrał ją ze schroniska chyba w Opolu? Do weta jeździł z nią do Raciborza w każdym razie. Potem, jak może ktoś pamięta, panna się oddaliła a Junior po jakimś czasie wrócił na łono rodziny. Z Maszą, Zuzą i Racuchem.

Maszuniu, śpij spokojnie, nikt już nie będzie zawracał ci głowy…

Zaszufladkowano do kategorii Pożegnania | Otagowano | 2 komentarze

A tymczasem Mufka…

Schudła o 15 dkg. Tyle ważyła wycięta śledziona z ropniem, który się tam zalęgnął. Ale spoko, już nadrabia, by z powrotem ważyć 10 kg, a nie 9,85…

A może nawet pójdzie na rekord…?

Zaszufladkowano do kategorii Ziemniaczane Muffinki | Otagowano | 2 komentarze

Bez trybu któryś tam, czyli poezja dołująca

„Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inna ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie czuł się jak u siebie w domu?”

Stanisław Barańczak

Ale żeby nie zdołować się kompletnie, specjalnie dla Ai moja ulubiona żurawka, która nie tylko jest śliczna z liści, ale kwitnie na różowo. Tak btw z 21 żurawek przeżyło 10, z czego trzy mają po dwa liście.

A dla Joasi, cesarzowej róż…

Zaszufladkowano do kategorii Pańcia osobiście | Otagowano , , | Jeden komentarz

Bez trybu 4, czyli rodziny znowu ubyło

W piątek odbył się pogrzeb teścia i tak pańcio w dwa miesiące został sierotką.

Ze spraw przyziemnych – paµstwo przez kilka dni nie mieli wody, wywiercili nową studnię, zastanawiają się nad kupnem nowej pompy, niestety, trochę z kasą krucho, ostatecznie dwa pogrzeby nie w kij dmuchał.

Ślimaki znowu atakują, pańcia znowu poluje.

Drzewa rosną jak szalone, więc Młody został zatrudniony do obcięcia gałęzi na dębie, a także do zainstalowania podpórek do róż. Emma pomagała…

Wojna trwa już ponad sto dni.

Zaszufladkowano do kategorii Ziemniaczane komunikaty krótkie | Otagowano , , | 2 komentarze

Bez trybu3

Czyli Emma rośnie, hm, dokumentacja.

Dodatkowe, przedwczesne wakacje w Hiszpanii

Zaszufladkowano do kategorii Emma | Otagowano | 2 komentarze

Bez trybu 2

Wbiłem se patyk w łapę. Państwo wszak kochają jeździć do weta, zwłaszcza, że przychodnia przeprowadziła się kilka kilometrów dalej…

Zaszufladkowano do kategorii Wtręty różne | Otagowano | 3 komentarze

Bez trybu

Moja teściowa i ja 53 lata temu…

Kurcze, no. Lubiłam Ją.

A Ona lubiła fiolety.

Zaszufladkowano do kategorii Pańcia osobiście | Otagowano | Jeden komentarz

Wojna i inne sprawy

Napiszę krótko – to co robią ruscy za naszą granicą przestało mi się mieścić gdziekolwiek, nie tylko w mózgu. Nie ogarniam, nie ogarniam, nie ogarniam też tego, że świat się gapi i w zasadzie nic z tego nie wynika, z tego gapienia się. O ruchach naszego rządu nawet nie chce mi się gadać, szkoda klawiszy i moich nerwów.

Pomijając sprawy wojenno krajowe, w zeszłym tygodniu świeżo odwołany covid w ciągu kilku dni zabił moją teściową. We wtorek zabrana do szpitala, od środy w śpiączce, w sobotę umarła.

Generalnie nie jest do dobry moment na wesołe opowiastki, choć, oczywiście, nie rezygnujemy z nich we własnym gronie, rodzinny czarny humor trzyma nas w pionie. w tym jesteśmy dobrzy. Ale na razie muszę odpuścić humoreski w internetach, wybaczcie.

Wrócę jak skończy się wojna, a zanim to nastąpi to ewentualnie tylko fotki… Trzymajcie się ciepło.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | 2 komentarze

Nigdy już nie będzie takiego lata

Pamiętacie to zdjęcie Abelardzika z któregoś lata, podpisane „król życia?” Nie mogę go teraz znaleźć, nawet nie pamiętam, który to był rok, mam je wydrukowane na poduszce.

Poniedziałek, 14 lutego, Linda wciąż nuci to w mojej głowie, pani doktor jeździ Misiowi po brzuszku, po płucach, po nerkach i coraz bardziej widać, że serce, którym tak się od pół roku przejmowaliśmy, to wcale nie największy synusiowy problem. Od piątku Abelardzik wszystkim wymiotuje, jesteśmy na tym usg na krzywy ryj, pani vet coraz bardziej marszczy brwi, patrzę na prawie całkiem ciemny obraz płuc, i już wiem, że nie ma co zwlekać, niezależnie od tego co ja

co ja

Mówię pani vet, że tylko zadzwonię po męża, bo na pewno chce się też pożegnać, pańcio przychodzi, szeptem mu zdaję relację ze zmienionych nerek, z zajętych płuc, z ostrego zapalenia żołądka, ale za to serce wcale się nie powiększyło tak bardzo… Ważymy Misia ostatni raz – 4,7 kg. Nie, ja wiem, że nie ma co czekać, aż pies umrze z głodu, ale co mi po tej wiedzy. Jak osiem lat temu, przy Gabuni, stoję zasmarkana, synuś jak zawsze opiera łebek o mój policzek, niewiele widzi, nic nie słyszy, słabo się ogólnie orientuje, ale póki go trzymam jest spokojny, szybko jest po wszystkim.

Decyduję się pochować Abelarda NA Gabuni, miejscówki nam się kończą, zresztą chcę ich mieć razem. Panowie idą na wieczorny spacer z psami, wślizguję się do garażu, gdzie go zostawiliśmy, Misio jest już sztywny a ja pozwalam sobie na

Misiu, moje serduszko.

Mój policzek wciąż tak dobrze pasuje do psiego pyszczka, do tego załamania przed czółkiem, po chwili czółko jest całe mokre, w końcu idziemy do Gabuni, Junior kopie ostrożnie, potem pańcio układa Abelarda zawiniętego w moją sukienkę, udeptuje grób, na wierzchu z powrotem kładzie płytę z gresu.

I tak teraz leżą razem, Niunia i Niunio.

A w naszym łóżku tak strasznie pusto.

„Nad horyzontem błyska się i słychać szczęk żelaza
Nigdy nie będzie takiego lata”

Świetliki

Zaszufladkowano do kategorii Pożegnania | Otagowano | 6 komentarzy

Cicho, wiem.

Ale dalej mam jakąś barierę na pisanie.

A Szczodre Gody odbyliśmy 19 grudnia – z różnych przyczyn.

Dziadek dostał tez prezent…

Prezentów nie było może zbyt wiele, ale Emma i tak w siódmym niebie. W tym wieku jeszcze cieszy prawie wszystko.

Kilka dni wcześniej pańcia zaliczyła bliskie spotkanie ze stojącą szafką łazienkową, która oczywiście powinna być przytwierdzona do ściany i która – oczywiście – nie była. I metr osiemdziesiąt szafki, w tym cztery szuflady, znalazły się na pańci a pańcia na ziemi. Nad nią smętnie kołysały się wyrwane z zawiasów górne drzwiczki. Rumor był taki, że pańcio z dołu przyleciał w te pędy i odgruzował małżonkę. Pańcia, doświadczona matka dwóch syneczków z których jeden był nadpobudliwy i nadruchliwy, a drugi reagował na wszystko zbyt późno, sprawdziła sama na sobie, czy nie ma wstrząsu mózgu i uznała, że jest ok.

Jednak dwa dni później centymetra zabrało by spadła ze schodów, na dodatek niosąc Abelarda. Mimo piątej rano pańcio znowu przyleciał w te pędy ratować małżonkę i delikatnie zasugerował, że może jednak jakiś lekarz…? A ponieważ pańci rzeczywiście coś za bardzo kręciło się ciągle w głowie, niechętnie nawiązała kontakt telefoniczny z nowym w jej przychodni lekarzem rezydentem. Bo do jej ulubionego numerków już rzecz jasna nie było.

Pan doktor się przejął i zażądał wizyty osobistej. A to pańci świecił, a to ją smyrał w stopy, a to kazał robić różne rzeczy a na koniec sprawdził w komputerze, że czas oczekiwania na wizytę u neurologa to trzy miesiące i powiedział, że musi pomyśleć. I że zadzwoni. Państwo wrócili do domu i ledwo pańcio zdążył zjeść obiad jak rzeczywiście zadzwonił. Podał kod skierowania i polecił udać się na SOR do pewnego szpitala. Pańcia się udała. Obiadu zjeść nie zdążyła. A na SORze, jak to na SORze. Najpierw jakoś spacyfikowała nadętego gówniarza pięlęgniarza, który domagał się, by pojechała do szpitala właściwego jej miejscu zamieszkania. Szczęśliwie, Bursztynowa jest zdaje się szpitalem covidowym, więc niekoniecznie. Potem, już z numerkiem zasiadła na krzesełku i miała czekać na wywołanie.

Była godzina 15.

Tutaj pańcia musi zadać kłam pomówieniom, że lekarze w covidzie nie leczą. Kocioł był, owszem, i cały czas wszyscy tam byli zalatani. Owszem, pani badająca pańcię wstępnie, musiała przerwać, by znaleźć wolne łóżko dla pani lat 96, chorej na raka i chuj wie co jeszcze, ale znalazła, aczkolwiek na ortopedii. jak to mówią na bezrybiu i ortopedia rakiem. Potem zbadał pańcię neurolog, potem miała tomografię, potem jeszcze badania krwi, a potem jeszcze raz neurolog. W tzw między czasie pańcia prowadziła obserwacje socjologiczne, jaką silną osobowaość ma ta pani 96 od raka – córka (na oko lat 70+ )przyjechała przywieźć jej rzeczy, bardzo wytresowana. Potem pielęgniarz chciał szybko przewieźć ją na tę ortopedię. Aha, akurat szybko. Szybko to on się poddał. Przez ten cały czas pańcia z trudem znalazła automat w batonikami i kawą, który przyjmował płatności kartą (tak, to trudne do uwierzenia, ale reszta była na gotówkę!) i pożywiła się wafelkiem i kawą z mlekiem. W końcu dostała wypis na dwie strony formatu A4 i już o trzeciej w nocy łapała taksówkę do domu…

…Albowiem pańcio tak w nerwach czekał na małżonkę, że niestety już nie mógł po nią przyjechać….

Tak btw – zdrowego i spokojnego Nowego Roku i uważajcie na szafki…

PS – pańcia żyć będzie, lekko nią wstrząsło, ale już jest ok, w sensie, nie kręci się pańci bardziej niż normalnie.

Zaszufladkowano do kategorii Emma, Pańcia osobiście | Otagowano , | 5 komentarzy