Inflanty cd. Tallin

Co jak co, ale tallińska starówka jest najpiękniejsza.
Zamieszkaliśmy przy malutkim ryneczku, jednym z kilku, w apartamencie z układem dokładnie takim samym jak w Rydze, tylko mniejszym. Za to z bonusem w postaci sauny. W ogóle wchodziło się tam przez bramę, w której rozkładał się sklep z regionalnymi wyrobami wełnianymi, potem było przepięknie zrujnowane podwóreczko, stare drzwi i w środku schody na pierwsze piętro i kolejne drzwi, nasze. Wyłącznie.
Okna były tuż przy podłodze a od rana hałas nie dawał spać, najpierw śmieciarki, potem jakieś procesje, jakaś kapela od świtu grała, no i piedryliony japońskich i niemieckich wycieczek, które oprowadzali tubylcy w strojach średniowiecznych, sprawnie manewrując turystami po wąskich uliczkach, a na „naszym” ryneczku akurat była jakaś specjalna studnia, bo co chwila kolejny tubylec zatrzymywał swoją grupę i barwnie coś opowiadał.
I praktycznie kompletnie nam to nie przeszkadzało.
Pierwsze od czego zaczęliśmy to muzeum orderów i po pierwsze, muszę coś znaleźć a po drugie możecie mnie zabić, bo byłam tak oczarowana, że w ogóle zapomniałam o zdjęciach, więc na razie powiedzmy, że początek, o którym wyżej…

Brama ze sklepem

Podwóreczko z wejściem

Kwatera

W ogóle, były spore problemy z netem, więc pańcio, który jak wiadomo praktycznie pracuje nawet na urlopie – a przynajmniej lubi trzymać rękę na pulsie – dość energicznie się wykłócał z biurem wynajmującym, i w efekcie dostaliśmy noc za darmo. W sensie kolejną.
Jutro będzie ciąg dalszy…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Inflanty, cd. Lahti

Dzięki, dziewczyny za pouczające opowieści o paznokciach!
A teraz Pan Szczur będzie wrzucał zdjęcia dalej.

Tu Wasz ulubiony sprawozdawca, Szczur!
(Ty, nie bądź taki samochwała, bo ci się jebnie!)
(Mufciu, damy tak nie mówią!)
(Pańcia może, to ja też! Pisz, cwaniaczku!)

Ekhem. Dobrze. Zapomniałam wcześniej napisać, że drugiej nocy w Helsinkach pańcię obudził silny ból. Prawego barku. Zafrasowała się nieco, albowiem to był ten bark do tej pory w miarę sprawny, w przeciwieństwie do lewego, który boli pańcię niemożebnie od wielu miesięcy. Bez obu rąk podróż stała się odrobinę trudniejsza, zwłaszcza robienie zdjęć, bo pańcia nie mogła unosić prawej ręki powyżej pasa. Jakoś udało jej się umyć glowę lewą ręką, ale było coś, co okazało się niemożliwe do zrobienia jedną ręką i co musiał wziąć na siebie pańcio.
Matkoboskoicórko, ile się na jojczał przy tym, to po prostu masakra! Pańcia cierpliwie mu pokazywała na sznurowadłach i udzielała wskazówek na bogato i wreszcie pańcio osiągnął pewien sukces…

Nawet dwa razy, bo zanim pańci bark, obficie karmiony środkami przeciwzapalnymi, doszedł do stanu używalności, upłynęło jednak kilka dni.
No dobrze, to prujemy do Lahti, bo mamy kilka godzin do promu, i państwo zachciało zobaczyć skocznię i może jakieś jezioro po drodze. W końcu Finlandia to kraj z największą ilością wody pitnej w Europie. Tak powiedzieli podczas tego fajnego filmu.
Ale zanim dojechali do skoczni, to pod Lahti wpadli na stację benzynową i pańcia weszła do toalety.
Ojej. Jak przyjemnie się sika, kiedy ćwierkają ptaszęta do kojącej, łagodnej muzyczki a dookoła las!

No a potem znaleźliśmy skocznię

Prawdę mówiąc, z dołu wyglądała idiotycznie. Z boku okazało się, że latem to tam najwyraźniej skacze się prosto do basenu. Bardzo praktycznie…

Na skoczni jest coś w rodzaju ścianki wspinaczkowej i państwo mieli dużo uciechy, kiedy wyobrazili sobie skoczków w nartach, włażących na górę…

Ale, oczywiście, jest i winda. I tylko jedno piętro.

No a tu złażą po cholernie chyba śliskich, metalowych schodach…

Cóż, widoki są piękne…

A za Lahti znaleźliśmy miejsce zupełnie jak na Mazurach i wygląda na to, że całe Suomi to takie nasze Mazury.


Generalnie ślicznie. Spokojnie. Cicho. Jakbyśmy mieli kasę to Finlandia jest w czołówce miejsc w którym państwo chcieli by zamieszkać…
A teraz wracamy do Tallina, choć może Publisia chce przerwy na wnuczkę, Abeladzika i inne sprawy?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | 5 komentarzy

Się usprawiedliwiamy i wyjaśniamy

Z przykrością zawiadamiamy, że nie możemy wrzucać zdjęć na bloga. Wezwany w trybie alarmowym pańcio, odrobinę zmieszany oświadczył, że skończyło się miejsce na dysku, a on ma właśnie rozgrzebanego laptopa i nic nie może zrobić.
Nie, że w ogóle, nie. Ale na pewno nie dziś.
Zatem dziś pańcia ogłasza przerwę w podróży i pozwoli sobie zadać ukochanej Publisi pytanie o hybrydy. Albowiem z makijażem pańcia idzie na całość i postanowiła zadbać również o pazury. Z doświadczenia wie, że żaden zwyczajny lakier nie wytrzymuje ani jednego dnia w rękawiczkach, ani nitrylowych, ani lateksowych, ani winylowych. Czy może Publisia miała takie doświadczenia, w sensie hybrydy w rękawiczkach? W necie piszą różnie…
A, jak wiadomo, jak pańcia zaczyna zgłębiać temat to porządnie!

Zaszufladkowano do kategorii Pańcia osobiście | 12 komentarzy

Inflanty cd. Helsinki duperele

Gołe facety…

Sikające…

Niestety, debilnie wagoniki młyna mają niebieskie szyby i zdjęcia są do bani…




Dotarliśmy też do kościoła w skale…


Dach miał zarębisty, miedziany taki

Muminki. No wiadomo. Uroda niektórych nas rozbawiła. Ceny wszystkich ścięły nas mrozem i z nóg…

Ale cóż robić. Kochający dziadkowie jedynej wnuczki nabyli stosowną bluzeczkę. Kochający małżonek zaproponował, by pańcia sobie też kupiła. Kupiła i nie chcecie wiedzieć za ile, ale to z pewnością najdroższa bluzka w pańciowej szafie.
I to nie tylko dlatego, że pańcia odzież zazwyczaj nabywa w szmateksach.

A teraz zabieramy pospiesznie samochód spod znaku o strefie parkowania i prujemy do…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | 9 komentarzy

Inflanty cd. Helsinki

Metro mają rozkosznie kolorowe

Dobrze, że nie dymi tęczą…

I chyba trochę przedpotopowe, bo jak się do niego idzie, to widać rysunki naskalne 😀

Na górze mają dworzec, podobno najładniejszy. Bo ja wiem…?

Ale schowaliśmy się tam przed deszczem i liczyliśmy baby w burkach (kilka) i dziewczątka a’la japońska kreskówka (jedna)

Taka staroświecka poczekalnia i kasy biletowe z lampami…

Trafiliśmy na jakiś port, więc wsiedliśmy na stateczek

Z którego podziwialiśmy wysepki marzeń…

A za portem był młyn. I, jak się potem okazało, najfajniejsza atrakcja w całym mieście, mianowicie kino 4D, czyli przelotem przez Finlandię. Coś fantastycznego. Śnieg na nas sypał, zimny wiatr dmuchał, suuuper! A że gdzieś w połowie się zepsuło, mogliśmy obejrzeć jeszcze raz od początku.
Reszta Helsinek next, droga Publisiu.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | 2 komentarze

Inflanty cd. Helsinki w kilku odcinkach.

Nie wiem, co najpierw. Chyba tradycyjnie domy, co?






Tu w bonusie nos Pańcia…

W ogóle wpadliśmy na pomysł, by objechać Helsinki takim fajnym autobusem on off

Szukaliśmy najmniejszego pomnika, pomnika myszy, ale był na terenie w weekendy oczywiście zamkniętym. Za to znaleźliśmy zbór. Trudno było nie znaleźć, prawdę mówiąc…

spod zboru widok był taki…

I, oczywiście, prowadziło do niego pierdylion schodów!

A w środku miał zajebiście wysokie, zamykane ławki

I organy…

I resztę

A to hala targowa i zdegustowany Najmłodszy.

cdn…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | 1 komentarz

Inflanty, cd – Helsinki

Przejechaliśmy przez Tallin jak burza, prosto do kolejki na prom. Który trochę pańcię powalił wielkością – jedyny jaki do tej pory pańcia znała, to ten na Brać. A tu tańce, hulańce, swawole, koncert muzyki włoskiej – w sensie jakieś „Kantaaaareee!! Ooooo! Kantare, ohooooooo…!” Panie w wieku 70 plus troszku nietrzeźwe w szale tańca na jednym piętrze w barze, na drugim piętrze koncert na całego….

Zresztą, co ja będę Publisi opisywać, niewątpliwie większość czymś takim podróżowała. Choć starsze panie były szalenie… hm, malownicze.
W Helsinkach, zupełnym przypadkiem, pańcio wykazał się niesłychanym sprytem. Otóż, nie dość że zaparkował na ostatnim wolnym miejscu pod wynajętą kwaterą, to jeszcze pod tablicą głoszącą, że tu zaczyna się strefa bezpłatnego parkowania od piątku od 18.00 do poniedziałku do 12.00.
Był piątek, godzina 18.10 a zamierzaliśmy wyjechać w poniedziałek rano. Nie wiem, co byśmy inaczej zrobili, bo tam godzina parkowania kosztuje jakieś zupełnie niezrozumiałe pieniądze. Zresztą wszystko w tym kraju kosztuje pieniądze. Duże pieniądze. Bardzo duże pieniądze.
Zamieszkaliśmy tym razem w kawalerce niejakiej Magrit. Która stosunek do rzeczy i ogólnego ładu ma dość lekceważący. Wręczyła nam klucz (matkobosko, jeden do wszystkiego! Do drzwi mieszkania, do klatki, i do obu bram wejściowych), wdziała kalosze, bo lało, zabrała plecak i sobie poszła.
Państwo spróbowali się jakoś urządzić w tym wybitnie jednoosobowym mieszkaniu, ale nawet walizek nie było gdzie sensownie umieścić…

Powiem Wam, że państwo dawno nie spali na tak wąskim łóżku i to pod jedną kołdrą!
Rano wyruszyli przed siebie. I od razu na sąsiedniej ulicy poraził ich salon kosmetyczny, a konkretnie stanowiska do pedicure. Mimo, że wiele na zdjęciu przez szybę nie widać, jednak pańcia postanowiła się tym podzielić. Dlaczego tylko ona ma być w szoku estetycznym…?

Srebrne trony do pedicure. Tak, właśnie to tam widać.
Szwędaliśmy się po tych Helsinkach zupełnie od czapy, aż doszwędaliśmy się do ulicy na której rosły takie oto krzaczory jaśminu i kwitły jak oszalałe. Publisia kojarzy, że u państwa jaśmin ma focha i nie zakwitł ani razu od 15 lat?


Gwałtowne zainteresowanie pańci jaśminem spowodowało, że państwo trafili na wejście do ogrodu botanicznego.
No i trochę wsiąkli.
Znaczy, nie oszukujmy się, pańcia wsiąkła. Na szczęście do ogrodu ogólnie wejście było darmowe, za to do szklarni chcieli po 10 euro od łebka…









To może nie do końca ruderka, ale też stare i ładne

Wiecie, w tych Helsinkach były jeszcze inne rzeczy.
Chyba.
Pańcia musi przerzucić zdjęcia…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | 5 komentarzy

Przerwa w Inflantach, bo Abelardzik musi się wygadać.

Tak, tak, to ja, to ja, Abelard, synuś pańci, tak! (Mufka z naganą – uspokój się kretynie, nie hałasuj, tylko siedź spokojnie i pisz!)
Oj tam, oj tam, no dobra, już piszę, już piszę! Pomyślałem, że Publisia nie jest na bieżąco, a tu różne rzeczy się dzieją! Od końca zaczynając, Zuza prawie upolowała wiewiórkę! Prawie, bo Merit pierwsza usłyszała krzyki i przybiegła, więc Zuzka uciekła a wiewiórka wspięła się na drzewo na tyle wysoko, że Merit nie sięgnęła, zresztą państwo już lecieli z morderczymi okrzykami. Potem jakiś czas stali pod sosną i się gapili, bo wiewiórka nie wyglądała jakoś kwitnąco. Wlazła po chwili jeszcze trochę wyżej, na poziomą gałąź i tak została. Nie, że siedzi tam do dziś, ale siedziała ze dwie godziny. Państwo oczywiście tyle nie stali, więc w sumie nie wiemy, czy wiewiórka przeżyła i w jakim stanie. Trochę wcześniej mieliśmy poważne zajście między paniami, mianowicie Merit się rzuciła na Mufkę! Mufka teraz korzysta ze statusu pokrzywdzonej, dlatego ja muszę robić za nią robotę! Prawdę mówiąc, Mufka trochę sobie sama winna, bo wetknęła nos w meritową miskę, świeżo napełnioną chrupami. No, ale tak czy siak, nieładnie z jej strony! Swoją drogą, nie wiedziałem, że pańcio potrafi tak szybko biegać! Prawie szybciej ode mnie! Odciągnął Merit, a pańcia złapała i wyniosła Mufkę. Wiele ran nie było, dziura w wardze i trochę na głowie, ale pan cały dzień ciężko przeżywał! Zdruzgotan był wielce! I co Mufa zasnęła gdzieś, to chodził na palcach i strasznie się denerwował, jak pańcia nie chciała ściszyć telewizora. Ale następnego dnia rano i tak to mnie przytulał i drapał tam nad ogonem!
Uwaga, teraz będzie opowieść straszna, krew w żyłach mrożąca! Otóż kilka dni temu pańcia szła o świcie do pociągu, szybko, bo odkąd makijaż zajmuje jej trochę więcej niż pięć minut, nie ma w zasadzie żadnej rezerwy czasowej i dociera na stację w ostatniej chwili. I najpierw usłyszała coś z lewej strony, trochę się przestraszyła ale zaraz napadło ją chichotanie, bowiem dzicza młodzież, wypłoszona z krzaczorów na widok pańci spierdalała jak dzika, przezabawnie przebierając raciczkami. Jednak chwilę później, pańcia ZA sobą usłyszała takie mało przyjazne HRUM! Ogląda się, a tam locha wielkości mniej więcej małego fiata, mierzy ją niechętnym spojrzeniem małych oczek. No, pańcia generalnie odważna jest, ale o lochach z młodymi to się trochę naczytała, więc jednak zrobiło się jej, hm, nieswojo. Młodzież (taka już spora, bez piżamek) przebiegła przez ścieżkę przed pańcią, locha poczekała, aż ostatni nastolatek oddali się na bezpieczną – według niej – odległość i niespiesznym truchtem podążyła za nimi. Pańcia podążyła do pociągu, od razu żałując, że nie zrobiła wiekopomnej fotki. Selficzek z taką lochą, to było by coś!
No dobrze, teraz opowiem o przygodach Juniora. Otóż Junior dostarcza pańci różne produkty spożywcze, przede wszystkim borówki w małych kobiałkach. Jakoś je umieszcza na górze w plecaku, bowiem do pociągu i potem do pracy jeździ rowerem. No parę dni temu okropnie się spieszył, pociąg już stał na stacji, Junior chciał zeskoczyć w biegu i najechał rowerem na coś, państwo ze śmiechu nie byli mi w stanie dobrze powtórzyć, w każdym razie przy tym wszystkim rozdarły mu się spodnie w kroku, dziurą zaczepił o siodełko i wywalił się razem z rowerem do przodu przez głowę. Cud, że nie wpadł pod pociąg, co podobno pańci kiedyś się zdarzyło, za to borówki miał w całym plecaku luzem. Żeby dopełnić obrazu, były to ostatnie spodnie Juniora, w związku z czym był zmuszony pojechać w szortach do szmateksu w Międzylesiu i nabyć dwie pary nowych.
A teraz opowiem o rozmowie państwa dziś rano. Mufka, jak to idzie? Rozmowy na dwie głowy…? (Mufka – Yhy.)
No to szło tak:
Pańcia pyta – Ty, co tam wczoraj wieczorem się działo? Dziecko wydawało jakieś oburzone okrzyki, a jak szedł na górę, to mamrotał, że mógł się struć!
Pańcio (tłumiąc śmiech) – Przyszedł się mnie zapytać, czy w tym dzbanku to jest ta pasta do kanapek, ta z cieciorki i tofu, co to ją zjedliśmy w piątek na kolację…
Pańcia (Usiłując nie wybuchnąć śmiechem) – Serio? Chciał zjeść kotom pożywienie…?*
Pańcio (jak wyżej) – Gorzej, on sobie z tym zrobił kanapki i zdążył już jedną zjeść, jak się kapnął, że chyba coś nie halo…
Pańcia (nie wytrzymuje i wybucha homeryckim śmiechem w poduszkę)
Pańcio – No. Pół piwa straciłem, jak parsknąłem…!
Donoszę też, że pańcia robiła eksperymenty żywieniowe na Kitce, w sensie, że karmiła na żądanie. Kitka pożarła półtorej puszki w ciągu dnia i w formie kuli poszła spać. Za jakiś czas wstała, wyrzygała część i zażądała jeszcze. Pańci trochę opadły ręce.
Kitka jak nie udaje w kuchni kozy (meeee! Meeeee!! Meeeeeeeeee!!!…) to doskonale się kamufluje

Gdzie kotek, gdzie kotek…

Ale najczęściej „dej jeść, matka, deeej..”

Racuch porusza się z godnością. Jak kroczy na kolację to wręcz słychać tupot rudych kopyt**

Poszkodowana Lalunia…

Miętówka ma wszystko w poważaniu

Ja w sumie też. Poza pańcią, oczywiście!

Przesyłamy kilka zdjęć od czapy i całuski…

* czasem pańcia kocie puszki blenduje na mus, bo zwłaszcza te z Tesco mają jakieś twarde kawałki i koty wyłącznie zlizują sosik a kawałki zostają. Obiecała Juniorowi, że będzie zaznaczać… :DD

**Określenie Juniora

Ps – Publisia rudery w Helsinkach teges? I ogród botaniczny…? Życzy sobie?

Zaszufladkowano do kategorii Ziemniaczane puree | Otagowano , , , | 6 komentarzy

Inflanty, Ryga cd

Jesteśmy z pańcią dziś tak uchetani, że sami nie wiemy, co mieliśmy…Aaaa, mieliśmy napisać o Nyxie. Otóż nie wiem, czy Mufka Publisi doniosła, ale pańcia aktualnie ma fazę na makijaż.Tak jej się na starość porobiło. I na Yt ogląda głównie różne wizażystki. Zresztą, która na forum napisała o Maxineczce, pańcia się pyta? Hę? I teraz poza Maxi pańcia ogląda Red Lipstick Monster, Małgosię Smelcerz no i szalone makijaże Ady Grotkowskiej. Poza tym Łukasza „Adelona” – pańcia kocha drag queen.
Rzecz jasna, aby móc uprawiać swoje nowe hobby, pańcia musiała porobić stosowne zakupy i to prawie od zera, a że w miarę oglądania makijażowa wiedza pańci lawinowo rosła, to na liście zakupowej zaczęły się pojawiać coraz dziwniejsze punkty. Między innymi glitter primer – rzecz po prostu niezbędna przy nakładaniu cieni brokatowych! Absolutnie wszystkie jutuberki powiedziały, że najlepszy jest ten z Nyxa. Pańci nie chciało się kupować jednej małej rzeczy przez internet, warszawskie sklepy stacjonarne wybitnie nie są po drodze, więc glitter wciąż pozostawał w sferze marzeń.
I tak, dokładnie! Publisia zapewne już się domyśla, że sklep Nyxa napatoczył się państwu po drodze akurat w Rydze. I to trzy razy. Sama Publisia rozumie, że za trzecim razem pańcia uznała to za znak niebios. W związku z tym, głodni i znudzeni panowie, absolutnie nie rozumiejąc dlaczego pańcia w tym cudownym miejscu świeci własnym światłem i odmawia wyjścia, spędzili sporo czasu. W końcu pańcio zorientował się, że pańcia ogląda wszystko po kolei pod pretekstem niemożności znalezienia glittera, wydusił z niej pełną nazwę i już po chwili durna i uczynna panienka wręczała mu odpowiednią tubkę. Ledwo pańcia zdążyła mu tuż przed kasą podrzucić jeden cień! Pańcio doznał lekkiego szoku cenowego, ale do cholery, raz się ma urlop, nie? W sensie, że raz do roku…
Następnego dnia państwo, ku swojej wielkiej uciesze, znaleźli tamtejszy pałac kultury.

I, oczywiście, wjechali na taras widokowy, na którym piździło niemiłosiernie. Ale było warto, bo okazało się, że w Rydze jest też wieża Eiffla. A w tle patetyczne chmury.

Potem państwo się poszwędali nad Dźwiną, aż doszwędali się do muzeum.





Przyznam, że takie więcej wstrząsające. Było mnóstwo zwyczajnych-niezwyczajnych zdjęć, ale pomysł na te lampiony z historiami konkretnych osób to mistrzostwo świata. I ten wagon a w środku częściowo zdjęcia „załadunku” ryskich Żydów a w drugiej części brzozy i lustra. Siedzieliśmy tam tak długo, że cerkiew nam zamknęli

ale za to zdążyliśmy w wielkiej hali targowej zrobić zakupy i zgodnie padliśmy spać.
cdn

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | 3 komentarze

Inflanty, cd. Ryga

Ryga wygrała w konkursie na najporządniejszy, najładniejszy i najwygodniejszy apartament. Pańcia wygrała w konkurcie na największe gapiostwo, bo znowu fotki zrobiła na messengera, zamiast normalnie.

Za to mamy zdjęcie kamienicy z zewnątrz, bardzo niepozorne. Zaręczamy, że środek buchał elegancją i nawet artyzmem.
No dobra, Rygę musimy rozbić na dwa wpisy, a skoro Publisia lubi architekturę to nie ma sprawy. Wydawało by się że w końcu stolica, ale pańcia rudery znajdzie wszędzie. Odnowione domy też były, czemu nie? W ogóle generalnie w Rydze atmosfera taka więcej remontowa była…












Przed zborem kot spokojnie czekał, aż ludzie wyjdą z nabożeństwa…


A to jakby nam coś przypominało, ale o pani Kozyrze nic tam nie było napisane.
Cdn!
PS
To zakapturzone na kilku zdjęciach, w tym na ostatnim, to Najmłodszy. Wyrósł trochę, nie?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz