Puree ziemniaczane o tym, że po operacji mamunia siedzi bezpiecznie w pralni, a synuś hasa po reszcie domu i co z tego wynika.

Wynika z tego głównie hałas. Dni znowu takie trochę świąteczne były, więc pańcio dużo pracował w domu, przeciwko czemu synuś protestował akustycznie. Przez pierwszych kilka dni i nocy protestował wytrwale, bo uparty jest i żadne agrumenty do niego na razie nie docierają, jak, nie przymierzając, do posłanki Pawłowicz.
Kiedy synuś musiał zejść na parter by jakoś przejść do wyjścia na siusiu, pańcio musiał z kolei popadać w stupor i chować wszelkie wystające części ciała. Resztę czasu synuś spędzał na górze, z pańcią w sypialni, cały czas ujadając w kierunku schodów.
Aliści koło godziny drugiej w końcu pańcio zapragnął położyć się spać. Synuś dostał szału, wyskakując to z lewej, to z prawej strony spod łóżka, więc pańcio na wszelki wypadek zawinął się w kołdrę niczym naleśnik.
Pańcia wyłączyła światło.
Synuś bynajmniej nie wyłączył fonii.
Pańcio uczynił uwagę, że w lecie okna nie będzie można otworzyć, na co pańcia odburknęła, że na razie jest styczeń.
Kilka minut później okazało się, że nie tylko pańcia ma level mistrz w umiejętności zasypiania, bowiem oboje zasnęli spokojnie i bezproblemowo.
Mufka także jakoś dawała radę. Ale ja ni cholery nie mogłem zasnąć, zwłaszcza, że z mojego posłanka miałem dobry widok na tego producenta decybeli, zgarbionego pod łóżkiem, a konkretnie w okolicach pańciowej poduszki. O czwartej zrezygnowałem i przeniosłem się na fotel na parter. O czwartej trzydzieści pańcia wstała, by zaaplikować proszki Phoebe i wynieść ją na siusiu. Synuś wysikał się także, parę minut odpoczął i zaczął na nowo.
Tak minęły dwie noce.
Trzeciej nocy synuś ujadał już tylko godzinę licząc od zgaszenia światła. Czwartej nastąpił jakiś przełom, bo ujadał tylko DO zgaszenia światła.
Okazało się, że to dlatego, że jest chory, rzyga i boli go brzuszek. Doszło nawet do tego, że od brzegu licząc leżał synuś, kołami do góry i z mordą pod pańciową pachą…


…potem pańcia, potem Mufka w poprzek, zadeczkiem zaparta o pańciowe biodro, a mordą w uchu pańcia, które starannie wylizywała. No i na końcu pańcio. Po takim niesłychanie odważnym doświadczeniu synuś trochę złagodniał.
Teraz awanturuje się trochę jak pańcio na dole się rusza, jak wchodzi po schodach, ale potem zapada błogosławiona cisza. Pańcia zrobiła mu posłanko obok mojego, ale synuś woli spać pod łóżkiem, kąt między pańciową komodą a ścianą uważa chyba za swoją budę. A jak pańcia nie ma – synuś się nie krępuje.
No i taka sytuacja, droga Publisiu. Żeby ta kłótna Phoebe przestała się na mnie rzucać, to uznałbym, że jakoś idzie ku lepszemu…

Edit next day – zostawiam tylko najmniej wyraźne zdjęcia – synuś jest zbyt charakterystyczny i na razie lepiej, żeby nie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ziemniaczane puree i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na Puree ziemniaczane o tym, że po operacji mamunia siedzi bezpiecznie w pralni, a synuś hasa po reszcie domu i co z tego wynika.

  1. ~Kotkins pisze:

    Ładny jest ten synuś. Urodę ma zgoła filmową. Rozum chyba takoż celebrycki…

  2. ~tinga pisze:

    Synuś z mamusią postanowili wyeliminować 2 potencjalnie najsilniejszych samców ze stada. Następuje próba przejęcia władzy 😉
    Trzymamy kciuki za prostowanie walecznej rodzinki.

  3. ~JoasiaS pisze:

    Meg, pójdziecie z Panciem z butami do nieba za to co robicie dla tych zwierzaków 🙂 . Duży szacunek!

  4. ~Kotkins pisze:

    Zamach stanu?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *