Unormowanej sytuacji ciąg dalszy – nagły zwrot.

I państwo bardzo nie wiedzą, czy aby na lepsze, albowiem dosłownie dwie godziny przed planowaną operacją Mopkowej przepukliny znalazły się właścicielki. I gdyby pańcia wiedziała, co będzie dalej…! To by zełgała, że pies już na stole operacyjnym. No, ale nie przewidziała dalszego rozwoju sytuacji. Właścicielki – mamunia z tych stanowczych i wiedzących lepiej i stłamszona trochę panna w wieku studenckim, oświadczyły stanowczo, że mowy nie ma o operacji, bo ich wet mówi, że pies może jej nie przeżyć. Ciekawe. Mopek oczywiście miał zrobione wszystkie badania, i żadna z trzech wetek nie stwierdziła przeciwwskazań. Pańcio w ogóle powątpiewa, czy one bywają u weta, bo za wszystko chciały mu zwrócić 30 złotych, co dość jasno wskazuje, że nie mają zielonego pojęcia, ile kosztuje pakiet badań plus zastrzyki z antybiotyku. Tak czy siak pies szalenie się na ich widok ucieszył, zareagował na imię Nypeć prawidłowo i w ogóle był już przez telefon przez panie opisany, więc po trudnych i bezowocnych negocjacjach (pańcio chciał je zabrać do naszej przychodni, by porozmawiały z naszymi wetami) państwo byli zmuszeni psa zwrócić.
Tak, chodzenie na spacer z siedmioma psami było dość hardkorowe, nawet w trzy osoby. Tak, pies właził do łóżka, powodując konflikty z Abelardzikiem, protestował przeciwko deptaniu przez Lucka, co także stwarzało sytuacje pełne wściekłego warczenia no i co dwa dni trzeba było mu opróżniać tę przepuklinową kieszonkę, całe szczęście, że pańcia jest mało wrażliwa na takie rzeczy i już za drugim razem czyściła psa sprawnie, a Junior równie zręcznie go trzymał.
Ale mimo wszystko państwu było przykro. Państwo zdecydowanie nie nadają się na dom tymczasowy.
Mnie też trochę tego szurpatego brakuje.


No dobrze, to teraz wróćmy do Głuptaka-Morusa-Dzidka-Morwy, a ostatecznie chyba jednak po prostu Lucyfera (państwo z tego miejsca serdecznie dziękują proboszczowi parafii w Magdalence za podrzucenie pomysłu. Naprawdę, imię, które oznacza „Niosący Światło” jest bardzo piękne, c’ne?) I jakże pasuje do naszego pieseła z piekła rodem.


Miał przyjechać już jakoś latem, ale nie dało się go wyrwać pewnemu milutkiemu pijaczkowi psychopacie, który karmił go surowymi obierkami i od czasu do czasu okładał szpadlem. Sąsiadka pijaczka jest koleżanką pańciowej znajomej z kociego forum, zresztą większość Publisi chyba zna kulisy sprawy, w każdym razie, w tamtą brzemienną skutki niedzielę, pijaczynek znienacka się zgodził psa oddać. No i pies późnym wieczorem do nas przyjechał.
Przyznaję, pierwszy tydzień był cholernie nerwowy i męczący. Pies, zaczepiony na łańcuchu, wydostał się nie tylko z ciasnej obroży ale i z ciasnych szelek i poszedł w siną dal. Państwo pamiętni afery z Borysem od razu dostali zawału, pańcio nawet chwilowo porzucił pracę i objeżdżal okolicę autem, jak się potem okazało, bez sensu. Nieoceniona Neigh wrzuciła natychmiast ogłoszenia na fb. Pańcia w robocie zarobiona po kokardy nawet nie miała siły się zdenerwować. We wtorek, właściwie już w nocy pies się znalazł, przelazł cholernik obie ruchliwe jezdnie Patriotów i tory kolejowe, tam go znaleźli jacyś młodzi ludzie. Neigh wyrwała pańcię ze snu po raz pierwszy. Pańcio pojechał, psa odebrał i teraz nastąpi ciąg wydarzeń na zmianę pechowych i szczęśliwych, a to wszystko w ciągu pół godziny.
Państwo uradzili, by tym razem psa zamknąć w garażu. Umościli mu posłanie, dali wodę, chrupy i pańcia poszła spać. Natomiast pańcio zorientował się po kilku minutach, że nie ma kluczy, więc poszedł do garażu by ich poszukać. Na szczęście, bo dzięki temu odkrył, że drzwi garażowe są otwarte i psa nie ma.
Wyrwana telefonem po raz drugi ze snu pańcia powiedziała, że kurwa, niemożliwe i nich ją wszyscy pocałują w dupę, bo ona za trzy godziny musi wstać do pracy. Ona tych drzwi nie potrafi otworzyć, co dopiero pies, więc niech się pańcio nie wygłupia. I zasnęła w ułamku sekundy.
Na szczęście pańcio złapał latarkę i poleciał psa szukać. Zdolne zwierzę zdążyło już pokonać ogrodzenie i latało po lesie na tyłach działki.
Wyrwana telefonem ze snu po raz trzeci… albowiem pańcio kluczy nie znalazł i nie miał jak otworzyć furtki… już bez słowa wstała, wzięła klucze, i obie popędziłyśmy na pomoc. Obława po lesie trwała jakiś czas, na szczęście ten głupek był bardzo mną zainteresowany, a ja zręcznie go podprowadziłam do furtki, i jak już wbiegł za mną, to było po sprawie. Po raz kolejny państwo stanęli z psem w garażu i uradzili, że by czarny łobuz nie zwiał po raz kolejny, trzeba go ponownie zaczepić na łańcuch, do łańcucha z drugiej strony przyczepili obie sztangi Juniora, jakieś kilkaset kilo. Ponadto pańcio podjechał samochodem i oparł go o drzwi z zewnątrz.
Tak, tym razem pies nie dał rady wyjść, za to udało mu się przemeblować garaż. Prawdę mówiąc, słowo „totalna demolka” oddaje doskonale sedno rzeczy. Państwo (plus Junior) ustalili grafik dyżurów i pies po prostu zamieszkał w domu. Samochód zamieszkał na dworze, bo w garażu nijak nie dało się go zmieścić. Przynajmniej przez kilka kolejnych dni, kiedy pańcio szukał kluczy, robiąc jeszcze większy bałagan.
Odwiedziliśmy weta, ustaliliśmy termin urżnięcia nabiału, zaszczepiliśmy psa na wszystko, dostał tabletkę na kleszcze i pchły, pobraliśmy krew na kompleksowe badania i tam właśnie, w gabinecie, doktor Julita zapoczątkowała całą historię psiego imienia. Bo jak wyjmowała mu mordę z miski ze swoją zupą, to użyła sformułowania „Ej, ty głuptaku” Pańcia natychmiast sprawdziła w necie, że po łacinie głuptak to Morus bassanus. Pańcio się zachwycił i tak zostało wpisane do książeczki. Ani pańcia, ani Junior się nie zachwycili. Junior używał imienia Dzidek, nie mam pojęcia dlaczego, natomiast pańcia poszła na kompromis i wołała per Morwa. Aż po kilku dniach, trochę dzięki tej aferce z Wi-Fi w Magdalence jakoś doszliśmy do Lucyfera. Zdrobniale Lucek.
Wczoraj elementy rozrywkowe, jak by powiedziała Gossam zostały urwane i teraz Luc chodzi w kaftanie i kloszu.

I bez klosza, jako Demoniszcze Chaosu potrafił jednym ruchem ogona posprzątać wszystko na stole, z wytarciem kurzu włącznie. Teraz to po prostu ratuj się, kto może.
Gdzieś w tym wszystkim odbyła się Wigilia u Młodych i podobno święta jakieś, Niespodziewany Nowy Lokator już do nas jedzie z Niemiec – Carmen, spokojnie, tym razem to była inicjatywa pańcia, więc zawał mu nie grozi. Różne meble i pudła stoją w różnych miejscach, absolutnie nie do tego przeznaczonych, a na dodatek pańcia akurat teraz znalazła sobie nowe, idiotyczne hobby…
Ale o tym wszystkim następnym razem.
Acha, a kluczy jak nie było, tak nie ma.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ziemniaczane Muffinki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na Unormowanej sytuacji ciąg dalszy – nagły zwrot.

  1. alma_uk pisze:

    Jakie hobby? Pisz kobieto:)
    Szkoda że nie skłamaliście że pies na stole operacyjnym. Kurka, będzie łaził z ta przepukliną i się wykończy.
    właścicielka( premedytacja z małą literą, nie poprawiać) pewnie z tych co to- a po co wet, jak ma zdechnąć to zdechnie, a jak żyć to bedzie zył. Uj że w bólu.
    I co do Was jedzie z Niemiec? Mało to w Polsce bid?
    Lucek to baardzo ładne imię. Oby urznięte klejnoty dały rezultat pozytywny.
    Myślę że on próbował sie wydostać za wszelką cenę, bo już raz byl pol życia na łańcuchu i zrobi wszystko żeby nie zostać na nim na zawsze, skąd ma wiedzieć że w nowym miejscu bedzie inaczej.

  2. Aia pisze:

    O rany jakie historie 😐
    Po pierwsze strasznie żal Mopika :'(
    Druga myśl jaka mnie naszła, to Pańciostwo się przebranżowiają 😀 z oddziału geriatrycznego na rozrywkowy! W repertuarze byli mali terroryści, groźne wilki, teraz Pan Chaos 😀

  3. Gutek pisze:

    O Borze Szumiący!!! Lucyfer??? Lucek!!!! Szorstki senior po przejściach… Już go kocham! Mój Lucek był wprawdzie kremowo-biały, ale i tak się wzruszyłam. Po wstępnych i nieważnych trudnościach przekonacie się, że Lucek będzie psem nad kotami, absolutnie cudownym. Bardzo proszę wycałować mu fafle jak już będzie się spoufalał!!

    • megana pisze:

      On już na trzeci dzień się spoufalał całym sobą. Uwielbia nas podgryzać w cokolwiek dostępnego. I owszem, jest szorstki, ale do seniora jeszcze trochę mu brakuje. Oceniają go na cztery lata, w karcie wpisali sześć, ale ząbki ma bielutkie i modelowe, z przodu równiutkie jak z linijki…

  4. Carmen201 pisze:

    Hej, sytuacjo, czy to tajemnicze COŚ/KTOŚ, co miało przyjechać, przyjechało? Czyżby okazało się jeszcze większym demoniszczem, że nie dajecie znaku życia?

  5. Aia pisze:

    Hej Ho! Co tam na pokładzie?

  6. gossam pisze:

    Ej, ale Dzidek było fajnie 🙂 Muszę też przyznać bez bicia, że imię Nypeć powaliło mnie na łopatki. Moim zdaniem jak na miarę szyte 😀
    Megano, milczenie zatrważa, czy niespodzianka Was zjadła albo coś? Oby nie, a milczenie wynika jeno z zachwytu…

  7. T pisze:

    Spokojnie… Tym razem to mój nabytek. Nie gryzie, nie brudzi, nie ucieka, nie wymaga spacerów, a raczej powinien pomóc. Bądźcie dobrej myśli 😛

    • megana pisze:

      Z tym, że nie brudzi, to bym polemizowała. Zdaje się, że uważa na przykład takie spodnie za odzież jednodniową. W sumie nic dziwnego, jak się chodzi na spacer z psami po mokrym lesie w białych spodniach kościółkowych…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *