Inflanty, cd – Helsinki

Przejechaliśmy przez Tallin jak burza, prosto do kolejki na prom. Który trochę pańcię powalił wielkością – jedyny jaki do tej pory pańcia znała, to ten na Brać. A tu tańce, hulańce, swawole, koncert muzyki włoskiej – w sensie jakieś „Kantaaaareee!! Ooooo! Kantare, ohooooooo…!” Panie w wieku 70 plus troszku nietrzeźwe w szale tańca na jednym piętrze w barze, na drugim piętrze koncert na całego….

Zresztą, co ja będę Publisi opisywać, niewątpliwie większość czymś takim podróżowała. Choć starsze panie były szalenie… hm, malownicze.
W Helsinkach, zupełnym przypadkiem, pańcio wykazał się niesłychanym sprytem. Otóż, nie dość że zaparkował na ostatnim wolnym miejscu pod wynajętą kwaterą, to jeszcze pod tablicą głoszącą, że tu zaczyna się strefa bezpłatnego parkowania od piątku od 18.00 do poniedziałku do 12.00.
Był piątek, godzina 18.10 a zamierzaliśmy wyjechać w poniedziałek rano. Nie wiem, co byśmy inaczej zrobili, bo tam godzina parkowania kosztuje jakieś zupełnie niezrozumiałe pieniądze. Zresztą wszystko w tym kraju kosztuje pieniądze. Duże pieniądze. Bardzo duże pieniądze.
Zamieszkaliśmy tym razem w kawalerce niejakiej Magrit. Która stosunek do rzeczy i ogólnego ładu ma dość lekceważący. Wręczyła nam klucz (matkobosko, jeden do wszystkiego! Do drzwi mieszkania, do klatki, i do obu bram wejściowych), wdziała kalosze, bo lało, zabrała plecak i sobie poszła.
Państwo spróbowali się jakoś urządzić w tym wybitnie jednoosobowym mieszkaniu, ale nawet walizek nie było gdzie sensownie umieścić…

Powiem Wam, że państwo dawno nie spali na tak wąskim łóżku i to pod jedną kołdrą!
Rano wyruszyli przed siebie. I od razu na sąsiedniej ulicy poraził ich salon kosmetyczny, a konkretnie stanowiska do pedicure. Mimo, że wiele na zdjęciu przez szybę nie widać, jednak pańcia postanowiła się tym podzielić. Dlaczego tylko ona ma być w szoku estetycznym…?

Srebrne trony do pedicure. Tak, właśnie to tam widać.
Szwędaliśmy się po tych Helsinkach zupełnie od czapy, aż doszwędaliśmy się do ulicy na której rosły takie oto krzaczory jaśminu i kwitły jak oszalałe. Publisia kojarzy, że u państwa jaśmin ma focha i nie zakwitł ani razu od 15 lat?


Gwałtowne zainteresowanie pańci jaśminem spowodowało, że państwo trafili na wejście do ogrodu botanicznego.
No i trochę wsiąkli.
Znaczy, nie oszukujmy się, pańcia wsiąkła. Na szczęście do ogrodu ogólnie wejście było darmowe, za to do szklarni chcieli po 10 euro od łebka…









To może nie do końca ruderka, ale też stare i ładne

Wiecie, w tych Helsinkach były jeszcze inne rzeczy.
Chyba.
Pańcia musi przerzucić zdjęcia…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na Inflanty, cd – Helsinki

  1. morelowa pisze:

    Ogrody botaniczne to jest TO! Ogólnie. A we WRocławiu jaśminy też kwitły jak głupie. Widocznie masz jakiś nie taki mikroklimat na swoje posiadłości..
    I weź napisz jak robisz ten dłuuugi makijaż , bom ciekawa. Ciekawością po prostu, bo sama nie robię 🙂

  2. alma_uk pisze:

    Znaczy się na promie był taki statek miłości:) Krzaczory ładne. Wszystkie krzaczory są ładne, o ile to nie ja musze w nich pielić. Podziwiac za to mogę bez końca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *