Cóż, może trochę a nawet bardzo znienacka witamy na pokładzie. Cholerny znienacek.

Tak, wiemy, że miało być najpierw o Abelardziku, ale wtrącił się Znienacek i bedzie zupełnie o czym innym. Nie wiem, czy Publisia pamięta Najlepszą Przyjaciółkę pańci. NP przeszła raka, potem miała kolejną diagnozę, potem wypadek i operację tętniaka na cito – no, ostatnie osiem lat to były lata powiedzmy, że dość trudne. Następne nie zapowiadają się jakoś lepiej, bo kilka dni temu mąż NP przeszedł udar i jednostronnie sparaliżowany leży w szpitalu. To był ogólny zarys sytuacji a teraz akcja zasadnicza. W piątek państwo jak zwykle piją wino i słuchają listy, Junior się snuje, Rudy się snuje, ja sobie na kanapie śpię, spokój generalnie i wtedy dzwoni do pańci NP. Była w szpitalu a potem, by się odstresować odrobinę po tej wizycie pojechała na ukochaną działkę podlać kwiatki. I tam spotkała kota. Kotkę. Zapytany zarządca, który tam mieszka na stałe, wyjaśnił, że kotka została tu podrzucona dwa dni temu, on ma już takich pięć, ale mimo wszystko próbował ją nakarmić, niestety, jego koty ją odganiają i ogólnie nie są nastawione życzliwie. Kotka wzięta na ręce wczepiła się w NP dość rozpaczliwie i rozmruczała i wtedy NP zadzwoniła do nas na granicy histerii, no bo w domu w bloku pies i trzy koty, mąż w szpitalu, i akurat jeszcze demontują balkony bo remont. Skołowana NP nakreślała sytuację pańci w sposób chaotyczny, ale ponieważ pańcia doskonale wiedziała tak o mężu jak i o balkonach, bez pudła wyłapała sedno aktualnego problemu. Coś trzeba było zrobić i to natychmiast, bo NP nie udźwignie sytuacji. I w tym momencie podsłuchujący z fotela obok pańcio objął dowództwo.
NP usłyszała słowa otuchy i wsparcia, a także został przedstawiony jej plan, dzięki czemu opanowała się na tyle, by zapakować kota do plecaka i zawieźć do domu. Autobusem. W domu kotka została przepakowana do transportera. W tym samym czasie pańcio załatwiał z taksówkarzem nietypowe zlecenie, a pańcia z Juniorem wyczyszczenie kuwety. Kot został przekazany panu taksówkarzowi i dowieziony do nas, konkretnie od razu do pokoju Juniora. Boi się kotów a nie boi psów, więc Rudy z Zuzią dostali chwilową eksmisję i noc kotka spędziła na Juniorze, z Maszą w jednym łóżku.
Obecnie sytuacja jest opanowana, Rudy jest sterroryzowany i chodzi na paluszkach, by kobiety nie denerwować, z Zuzią pobiły się raz, po czym podpisały pakt o nieagresji, choć nie wiemy na jaki okres. Reszta kotów na razie trzyma się z daleka, bo na wszystkie warczy.
Pańcia zastanawia się, czy nie przyciąć jej ucha, jak to robi z myszami, by je odróżnić, bo jak można było się spodziewać, złośliwy los obdarzył państwa trzecim kompletnie czarnym kotem.




W dotyku i po oczach to klon Celiny, więc pańci tok myślowy poszedł następującą drogą – „La la la, zaśpiewał w barze ktoś
To czarny Ziutek pije gin, Celiny koleś, twardy gość….!”
… a ponieważ to dziewczynka, nie może być Ziutkiem. Pozostało tylko zapytać koleżanki Ziuty, czy się zgadza i tak oto Ziutka została Ziutką.
Ktoś chciał coś dodać…?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Witamy na pokładzie i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na Cóż, może trochę a nawet bardzo znienacka witamy na pokładzie. Cholerny znienacek.

  1. tinga pisze:

    Witamy na pokładzie Czarną Ziutę 😀
    Musicie przygarnąć jeszcze jedną czarną kotkę i będą trzy wiedźmy nad Kociołem 😉

  2. JoasiaS pisze:

    A co tu dodawać? Welcome Ziuta 🙂

  3. SANDRA pisze:

    Piękna jesteś kocino.

  4. Aia pisze:

    Z pyszczka mi kogoś przypomina O_O jesteś pewna, że to nie jeden z Twoich 😉 Zresztą jak już kiedyś pisałaś, kotów w takim samym futrze się nie wyszczególnia i wszsytkie liczy się jako JEDEN 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *