Puree ziemniaczane o tym, co tam u Juniora, czyli niewiarygodne przygody Marka Piegusa.

Posłuchaj droga Publisiu przypowiastki o Juniorze i rurze, a nawet dwóch przypowiastek. Zaczęło się całkiem niewinnie. Wykąpał się Junior wczesnym wieczorem i postanowił użyć dezodorantu. W sztyfcie. Dezodorant w zasadzie się już skończył, ale oszczędny Junior wyszarpał obudowę, czy coś tam, chcąc wydłubać resztki i wyleciał mu stamtąd taki pipek. Jak to wszystkie pipki świata mają w zwyczaju, pipek centralnie wpadł do otworu odpływowego w umywalce. I się zaklinował, a próby wydłubania skończyły się wepchnięciem głębiej. Beztroski jeszcze Junior, nie znając najbliższej przyszłości, zaczął odkręcać kolanko pod umywalką. Owszem, udało mu się, ale przy okazji coś się oderwało i zaczęła sikać woda. Na razie lajtowo, więc dziecko podstawiło kubełek i – wciąż gołe – udało się do zaworu w ścianie. Uchwyt w zaworze nie działał. Junior zatem przyniósł tzw żabkę, zamocował, się spiął w sobie i szarpnął. Dziecko jest jednak silne, albo rura była do niczego, albo jedno i drugie, w każdym razie, woda siknęła także stamtąd i co gorsze na wszystkie strony. I dość gwałtownie. Junior pospiesznie na goły tyłek założył spodnie od dresu, i wzywając pomocy wyleciał na korytarz. Mieszka na tej klatce dopiero od mniej więcej miesiąca, więc zna tam dwoje sąsiadów, ten obok – wydawało by się szczęśliwie – jest nawet hydraulikiem. Podobno także domatorem i generalnie do takiego na przykład kina wybiera się najwyżej raz w roku. Jak się Publisia domyśla, to był jak raz ten właśnie wieczór kinowy. Coraz bardziej spanikowany Junior zawrócił do łazienki, gdzie wody było już po kostki, wywalił na podłogę całą brudną odzież z kosza i całą czystą z szafy i popędził do sąsiadki piętro wyżej. Sąsiadka była, wysłała na pomoc dorosłego syna z obcęgami, a sama, przejęta sytuacją, rozpoczęła poszukiwania numeru do hydraulika przynależnego do spółdzielni mieszkaniowej. Syn z obcęgami nic nie zdziałał, ale sąsiadka numer znalazła i – o cudzie – hydraulik odebrał. Junior dał go na głośnomówiący, bo obaj z synem zajęci byli wyżymaniem odzieży do wanny, by nie dopuścić wody na pokoje (ani do sąsiadów niżej), dzięki czemu miał świadka, który słyszał, że pan hydraulik kazał zejść do piwnicy i zakręcić czerwony zawór. Poszukiwanie kluczy do stosownej szafki trochę potrwało, panowie zeszli i zakręcili. Czerwony.
Jak wrócili na górę, sytuacja była bez zmian. Junior zadzwonił ponownie, pan hydraulik się trochę zdziwił, że nie zadziałało, ale obiecał, że przyjedzie w ciągu godziny. Szczęśliwie przyjechał już po dwudziestu minutach, znowu się zdziwił, że zakręcili czerwony – „panie, czerwony to w trzeciej klatce!”, zakręcił zielony i poczynił na pniu prowizoryczne naprawy.
Generalnie Junior do dziś nie ma zimnej wody a zawartość szafy suszy się na balkonie.
Aliści to nie koniec Juniorowych przygód.
Jak Publisia pamięta, dziecko ma psa, z którym chodzi na spacery na pobliskie łąki, nieużytki i niestety pola. Pola okoliczni rolnicy właśnie nawozili bardzo śmierdzącą gnojówką. Dla Maszy aromat był upajający i postanowiła się w niej wytarzać. Junior pędził za nią, by jej przeszkodzić, udało mu się, ufajdał sobie buty tylko trochę i szczęśliwie zawrócili do domu.
Pod domem Junior odkrył, że nie ma telefonu. Przeszedł trasę spaceru cztery razy, wliczając w to gnojówkę i nic. Nie ma. Następnego dnia w pracy poprosił szefową, by do niego zadzwoniła, telefon owszem, wciąż działał. Poszli więc na poszukiwania jeszcze raz, od czasu do czasu dzwoniąc. Tubylec na traktorze ponownie obficie perfumował okolicę, nawożąc dalszy kawałek pola, ale na widok dwojga poszukiwaczy wychylił się kabiny i zapytał gromko „te, telefonu czasem nie szukacie…? Bo wczoraj w gnojówce tak mi coś błysło, więc żem się zatrzymał…”
Telefon został sześć razy umyty, wytarty spirytusem i popsikany perfumami.
I dalej śmierdzi nieziemsko.
Pańcia mówi, że ona się boi do dzieciątka dzwonić, bo co jeszcze usłyszy…?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na Puree ziemniaczane o tym, co tam u Juniora, czyli niewiarygodne przygody Marka Piegusa.

  1. tinga pisze:

    Nie dzwoń i nie narażaj dzieciątka na bliski kontakt z upajającym zapachem.
    A swoją drogą Junior poszerza pakiet przydomków:
    Junior z tych Juniorów, pierwszy swego imienia, pogromca Plant, niezatapialny, król szanelów, cesarz roztargnienia 😀

    • megana pisze:

      Dziś się okazało, że po prostu potomek swoich rodziców. Przygód juniorowego ojca opisywać nie będę, najbardziej spektakularne było zapomnienie o egzaminie maturalnym, ale swoje zaraz idę streścić…

  2. Bastet pisze:

    Hmmm, a jakby tak użyć jakiegoś środka do neutralizacji zapachu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *