Puree ziemniaczane o dupce synusia i kichaniu Barbusia i tym, że whiskas lepszy niż morfina i chloroform…

Teraz ten głupek co jest z przodu w kloszu, z tyłu wygląda jak jeszcze większy głupek, bo wyobraź sobie Publisiu, pańcia zażądała, by synusia przy okazji kastracji wygolić w miejscach kłopotliwych. Dzięki czemu nie wiszą już mu bobki, ale za to wygląda jak pawian, tylko bardziej na żółto.
Pancio nabija się z niego ile wlezie, ale po synusiu to spływa, a nawet podejrzewam, że niczego nie słyszy. Ilość hałasu, jaką produkuje ten uparciuch wciąż jest imponująca i skutecznie zagłusza wszystkie próby rozmów.
Natomiast nie mąci państwu snu, absolutnie! Pańcia śpi niezależnie od tego, czy synuś też śpi do góry kołami, czy akurat ujada pod jej łóżkiem. Natomiast dwa dni temu obudziła się natychmiast około czwartej rano, albowiem Barbuś kichnął.
Pańcia zerwała się w panice, bo Barbuś jest kotem specjalnej troski, nie że chorowity czy coś, ale ciocia Agneska ostatnio miała tyle zmartwień, że dobry humor i barusiowa kondycja miałby być tym światełkiem nad doliną ciemności, czy jakoś tak.
A tu cholernik kicha.
Pańcia zaniosła kota do kuchni i zaproponowała mu ziółka, herbatkę malinkową, syropek, ciepłe skarpetki, ewentualnie kielicha na rozgrzewkę. Barbuś z godnością udał się wysikać na deszcz a potem taki mokry zażądał by jeszcze pospać pod pańciową kołdrą.
Pańcia doczekała do dziewiątej i zażądała zawiezienia do weta. Pańcio zgodził się pod warunkiem, że nie będzie uczestniczył w konsylium, tylko w tym czasie pojedzie po piwo.
Aspołeczny typ, naprawdę.
W każdym razie Barbarossa nie ma zapalenia płuc, co pańcia kazała ustalić z absolutną pewnością, jednakowoż pogoda jest jaka jest, wirusy latają eskadrami, bakterie pełzają znienacka, więc dostał antybiotyk i jakąś pastę na odporność.
Właśnie pańcio zrobił mu zastrzyki, a ponieważ pańcia z drugiej strony karmiła kota saszetką whiskasa, Barbuś nawet nie zauważył, że coś go w tyłek dziabnęło i to dwa razy.
A jakoś przy okazji pańcia ni stąd ni zowąd zajrzała mi do mordy i dziubnęła mnie w ząb i odpadł mi z niego kamień. Już się zabierała, by mi zeskrobać z drugiego zęba, ale nie ma głupich, uciekłem z krzykiem…
Naprawdę, powariowali z tym leczeniem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ziemniaczane puree i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na Puree ziemniaczane o dupce synusia i kichaniu Barbusia i tym, że whiskas lepszy niż morfina i chloroform…

  1. ~Kotkins pisze:

    A dlaczego żółto?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *