Puree ziemniaczane zaległe, ale dramatyczne – o nadludzko sprytnej Mufce i posiwiałej pańci.

Pańcia nam siwieje w zawrotnym tempie, albowiem koleżanka Mufka jest nie tylko nadludzko mądra, ale też sprytna. I spragniona towarzystwa państwa 24 godziny na dobę, najlepiej obojga, ale jeśli nie ma jednego z nich, to drugie absolutnie nie powinno wychodzić.
Takie jest mufczyne zdanie i basta.
Więc z początku pańci się wydawało, że jeśli może Mufkę gdzieś zabrać – na przykład do sąsiadów z wizytą, to ją zabierze. Mufka wizytę odbyła z godnością, dwa razy tylko fuknęła na suczkę, która zbyt namolnie ją obwąchiwała, natomiast do obu panów pekińczyków odniosła się z godną rezerwą. Jednak w świetle dalszych wypadków zabranie Mufki okazało się błędem.
Bo już na taki basen pańcia Mufki wszak zabrać nie mogła, co Mufka potraktowała jako osobistą obrazę.
I postanowiła temu zaradzić. W końcu mimo nadludzkiej mądrości nie miała pojęcia, że basen nie jest u sąsiadów.
I kiedy pańcia wylazła z wody i – wiedziona chyba jakimś szóstym zmysłem, bo zazwyczaj telefon włącza jak już wychodzi nie tylko z wody, ale w ogóle z ostatniej szatni – spojrzała na ekran, tam mrugał esemes napisany przez sąsiada dobre 30 minut temu.
„Twój pies przedostał się na naszą działkę, szuka cię, nie mogę jej złapać.”
Pańcia aż zachłysnęła się chlorowaną wodą, a pięć minut później wypychała mokrą sąsiadkę do szatni ogólnej i dalej do samochodu. Ponieważ Publisia także jest nadludzko mądra, to wie, że pańciowa sąsiadka to normalnie brylant jest, więc nie protestowała i w zasadzie leciała sama z siebie. Gdy kolejne pięć minut później pańcia z sąsiadką pruły po spokojnych uliczkach Anina z nieobliczalną prędkością, piknął kolejny esemes, tym razem od pańcia, który – jako, że nie był na basenie tylko w biurze – odebrał wiadomość odpowiednio wcześniej i zrobił rekord trasy Powiśle – Miedzeszyn.
„pies w domu”
„Czy tu jest napisane, że jest w domu…? „ – upewniła się pańcia słabym głosem, sąsiadka rzuciła okiem, kiwnęła i zahamowała. Sięgnęła do torby, wyciągnęła ręcznik i owinęła sobie mokrą głowę. Pańcia otworzyła okno i wyżęła włosy na chodnik.
Przez chwilę siedziały w ciszy.
Nie, żebym się wtrącała…” – zaczęła sąsiadka delikatnie. – Ale to się nazywa nerwica. Psia nerwica. Poza tym, dalej kapiesz mi wodą na siedzenie.
„Wyschnie… czy ja już jestem siwa? – zapytała pańcia ponuro.
Brylantowa sąsiadka popukała się w czoło.

Wieczorna wizja lokalna ujawniła miejsce, w którym sprytna psinka przecisnęła się przez pręty płotu, dzielącego sąsiadów zachodnich od państwa. Sąsiad wetknął tam kawał deski.
Kolejnego dnia pańcia musiała się udać do miasta i znowu wracała w nerwach. Nie bez racji, bowiem podczas pańciowej nieobecności Mufka pracowała i deska wygląda tak

Ludzie, przecież ja w końcu będę musiała iść do pracy! O udaniu się na urlop nie wspomnę, a pańcio bardzo się przy urlopie upiera…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ziemniaczane puree i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na Puree ziemniaczane zaległe, ale dramatyczne – o nadludzko sprytnej Mufce i posiwiałej pańci.

  1. ~JoasiaS pisze:

    Dlatego między innymi przerasta mnie posiadanie psa :-))))))))

    Wytarmoś Mufkę – ma charakterek dziewczyna! :-))))

  2. ~pozytywka pisze:

    na urlop – z Mufką, to chyba jasne
    swoją drogą, jakie zdrowe uzębienie posiada psinka
    no i bardzo mi zaimponował fakt, że sunia wiedziała gdzie cię szukać – w ogrodzie u pekińczyków (nie polazla w las, ani w siną dal)
    Bardzo mądry pieseczek (zasłużyła na wyjazd urlopowy z pańciostwem)
    (włosy można ufarbować, a poza tym siwy jest teraz bardzo modnym kolorem)

  3. ~Walabia pisze:

    Udaj się na urlop do Sąsiadów Zachodnich 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *