Puree ziemniaczane o niczym, o piasku i o czekaniu na cycki.

Pańcia się pyta – pewnie po raz kolejny – czy ciotki też tak mają, że nie są w stanie niczego zacząć, ani niczego skończyć? Ofc poza czynnościami ABSOLUTNIE niezbędnymi typu pranie gaci (reszta może poczekać), poranny przyodziewek (pora roku nie sprzyja lataniu na goło), dotarcie do pracy, oddychanie, sikanie i takie tam? Kiedyś pańcia usiłowała to leczyć, ale skończyło się tylko kolejnym zapchaniem nosa i problemami z nosem do dziś, więc dała sobie spokój. Z dwojga złego woli mieć początki depresji, niż zatkany nos.
No i ma rozpoczęte od początki grudnia nawlekanie i koraliki w miseczkach, dwie robótki już nawleczone, w głowie zdekupażowane pudełko i sześć ohydnych bombek, które takoż o dekupaż po prostu błagają.
I nic nie robi.
Najśmieszniejsze jest to, że także od początku grudnia nie miała kompa, więc wydawało by się, że ma masę czasu na realne rozrywki.
Nic z tego.
A propos realne rozrywki. Na FOX Comedy… chyba tak się to nazywa… znowu leci M.A.S.H.
Pańcia nie od dziś kocha się w Sokolim Oku, a platonicznie uwielbia Radara, więc ogląda wybiórczo, co i ciotkom poleca.
Z innych wieści – pańcia ma piasek w nerkach i od wczoraj z absolutną niechęcią pije wodę.
Jak jakieś zwierzę. :>
A w następnym tygodniu pańcia zapisała się na badanie oczek pod kątem operacji… ewentualnie, oczywiście… bo to już zaraz ostatni dzwonek, panie dziejku.
I boi się jak tornado, tylko właściwie nie wie czego.
Czy tego, że jest za stara a oczka niestabilne, do operacji się nie nadają i zostanie z trzema parami okularów, z których w zasadzie żadne nie są zadowalająco skuteczne –
Czy tego, że ją do operacji zakwalifikują i ktoś będzie jej dłubał laserem w oku i nie wiadomo z jakim skutkiem.

Tu Blue!
Ty, Ziemniak! Ty tak se pitu pitu, a przecież wiadomo, że wszyscy czekają na cycki!
Dawaj niusa o cyckach!
No dobrze, dobrze…
No więc dziś rano, konkretnie o 4.50 pańcia wykonała numer tygodnia. Zazwyczaj w paszteciku daje Fistaszowi lek na serce i furosemid, a sama łyka swoje hormony. Bez pasztecika.
Ale dziś przez pomyłkę Fistasz dostał wszystko, z hormonami włącznie.
No i sami rozumiecie, że teraz czekamy, kiedy Fistaszowi wyrosną cycki…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ziemniaczane puree i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na Puree ziemniaczane o niczym, o piasku i o czekaniu na cycki.

  1. ~tsultrim-morelowa pisze:

    Tak, szczególnie oddychanie jest niezbędne… No, ew.sikania w odpowiednie miejsce. Reszta może poczekać.
    Poważnie to myślę, że jak ogarniesz zdrowotne sprawy to łatwiej będzie się zabrac do innych. Drugie poważnie, to to, że w ciągu paru dni ciśnienie spadło o kilkanaście czegoś tam nagle i gwałtownie więc wszelkie pomyłki w działaniu można usprawiedliwić. Pod warunkiem, że u Was też spadło. A jeszcze ta nieludzka pora…
    Trzecie poważnie, to nie masz Meg, łatwo 🙁

    • Megana pisze:

      Myślisz, że kiedyś ogarnę? Z bólem stawów walczę od 15 lat i jakoś nie dadzą się ogarnąć, bo nie wiadomo, o co im chodzi, tym stawom.
      Ciśnienie mam niskie, to fakt, swoje robi.
      No nic, dziś nawlokłam to zaległe do połowy, ha.

      • ~tsultrim-morelowa pisze:

        Stawom chodzi o dietę… m.in. być może..
        O tę wit D3 też im chodzi! No, weźże się rusz do tej szufladki, w której leży, no.
        Pacz – połowa zrobienia/nawleczenia to już bardzo dużo, już tylko druga połowa została 🙂

  2. ~JoasiaS pisze:

    Za takie hormony na porost cycków niejedna by się dała zabić, a Fistasz ma w gratisie… 😉

    A tak poważnie – dużo, dużo zdrówka, Meg 🙂

  3. ~Gosia pisze:

    Doktór Goś zaleca na piasek w nerkach PIWO, bo po piwie się sika i piasek leci. Testowane na sobie 🙂 Piwo, ciepła kąpiel i no spa.
    I na obniżony nastrój witamina D, 1000 jednostek dziennie wystarczy. Mało słońca, brak syntezy skórnej, każdy w tej strefie klimatycznej ma teraz niedobór…
    I piwo 😀

    • Megana pisze:

      No tak. Tylko, że z piwem mam problem – jest nagazowane i okropnie mi się odbija. A niegazowane jest paskudne.
      Pomijam już fakt, że po jednej butelce jestem pijana w trzy dupy.
      Co do witaminy D – święta racja, mój pan doktor też coś napomykał i nawet sobie kupiłam.
      I gdzieś sobie leży.
      Ta witamina.
      Bo łykać też mi się nie chce…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *