Puree ziemniaczane o Podusi, zmiennej salcesonowej i wolnym czasie na emeryturze.

Mam trzy wiadomości, jedną dobrą, jedną neutralną i jedną bardzo złą. Może zacznę od dobrej, co?
Droga Publisiu, najpierw muszę przedstawić nowego członka szeroko pojętej rodziny –
Oto Bufka Podusia R.
[singlepic id=234 w=320 h=240 float=none]

Bufcia Podusia zamieszkała u pańciowej siostry i jest słodka – pańcia wczoraj namówiła sąsiadkę, by po basenie podjechały ją obejrzeć. Bufka Podusia starannie pańcię obwąchała CHRUMKAJĄC po czym dała jej dwa buziaczki. No cuuudo.
Ja też jestem słodki i podobno chrumkam jak śpię, więc nie wiem, czym jest się tu podniecać…
Dopytałem pańcię – jak śpię, to głównie poświstuję, a chrumkam mniej. A czasem stukam łapą w szufladę pańciowej komody.
Ale wracając do spraw poważniejszych. Pańcia w tym tygodniu musiała zdobyć receptę na swoje hormony. Ponieważ teraz już nie można takiej recepty na coś, co się bierze miesiącami, a nawet latami (w przypadku leku na osteoporozę nawet do końca życia) po prostu zamówić w rejestracji, polecono pańci czatować na panią doktor pod gabinetem. Pańcia na wszelki wypadek uzbroiła się w stos zaległych Wysokich Obcasów, wyciągnęła swoją kartę i udała się pod gabinet na pół godziny przed godziną zero. Pod gabinetem siedziała sztywno jedna pani na widok której pańci przyszedł do głowy jeden wyraz, mianowicie „sucz”. Osoba rozsiewała dookoła siebie niechęć i nieżyczliwość, więc pańcia nawet nie zapytała, czy ją wpuści i najpierw nastawiła się na siedzenie do 17, czyli do ostatniej osoby, ale potem postanowiła wziąć gabinet podstępem. Zeszła na parter i zaczaiła się na panią doktor pod schodami, dzięki czemu wkroczyła do gabinetu całkiem jawnie, o nic pani nie pytając. Wypisanie recepty trwało na szczęście tak krótko, że nieżyczliwa pani zdążyła się owszem poderwać z krzesełka i zająć stanowisko przy drzwiach, ale nie zdążyła wybuchnąć, kiedy pańcia wybiegła z gabinetu, wylewając z siebie potok dziękczynny, obejmujący nie tylko panią doktor, ale i wszystkich w poczekalni i pospiesznie uszła w bezpieczne rejony.
Aliści już w autobusie naszła pańcię taka refleksja – no, tym razem się udało. Jednakowoż pańcia nie znosi takich akcji z całego serca. Wpychać się, prosić o przysługę, no nenenenene. Z drugiej strony trudno co trzy miesiące zapisywać się na wizytę. Więc pańcia raczej celuje z tej drugiej strony kolejki i wtedy Wysokie Obcasy się przydają, bo drugą rzeczą, której pańcia nie znosi równie silnie, co przepychanek to tracenie czasu. Czyli stanie na peronie, na przystanku, wszędzie, gdzie pańcia nie ma jak czytać (ewentualnie się zdrzemnąć) i gdzie pańcię bolą nogi.
Na razie pańcia musi zdobywać dwie recepty, ale posuwa się w latach i powiedzmy, że przyjdzie czas, kiedy będzie potrzebować tych recept dwadzieścia. Weźmy taką emerytkę, no nic dziwnego, że ciągle się słyszy, że emeryci na nic czasu nie mają, jak mają mieć, jak pół miesiąca siedzą pod gabinetami by zdobyć kolejne recepty!
No dobrze, my tu pitu pitu socjologiczne, a mamy problem naprawdę poważny.
Moś ostatnio je tylko salceson – konkretnie salceson z Lidla, bo dziś dostał z Biedronki i odmówił. Poliże czasem trochę śmietanki albo jogurtu. Pańcia się nawet cieszyła, no bo skoro je, no to może jeszcze trochę da radę?
Ale wczoraj miała dzień wolny i mogła Mosia obserwować nie tylko pięć minut po jedzeniu, ale dłużej. I okazało się, że po godzinie, góra dwóch, Mosze śniadaniem rzyga na pół pokoju, a pokój na dole ma 45 metrów2.
Jutro państwo jadą z Mosiem do pani wet. Pani wet już tydzień temu nie robiła nadziei, więc mam złe przeczucia…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ziemniaczane puree i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na Puree ziemniaczane o Podusi, zmiennej salcesonowej i wolnym czasie na emeryturze.

  1. ~tinga pisze:

    Mosiu dobrych ostatnich dni, godzin…. 🙁

  2. ~babajaga pisze:

    Z całej siły o was myślę.

  3. ~Kropkaa pisze:

    🙁 !!

  4. ~tsultrim-morelowa pisze:

    Moś ma dobre życie. Nawet jeśli to jego końcówka – to udało mu się spędzić je w najlepszym miejscu. Nie jest i nie będzie sam.
    Pewnie, że zawsze smutno jak odchodzi przyjaciel, okropnie smutno. Ale odchodzą chciani i kochani.

    To nie prawda, że wraz z wiekiem muszą się pojawiać recepty – znaczy ich konieczność. To bardziej nieumiejętność lekarzy – diagnozowania i leczenia.

    Już myślałam, że to jednak nowy piesek u Was! Słodki jest, ale jak Wasze plany psie?

  5. ~Aia pisze:

    Ucałuj Mośka ode mnie. Fajnie się Go oglądało na zdjęciach i czytało o Jego wyczynach przytulankowo-alpinistycznych. Fajny kot z Niego… jest.

    Recept, kolejek, lekarzy i ich „ja wiem lepiej, bo tak piszą w książkach” serdecznie nie znoszę. Mam ok 10 leków na stałe i jedną w miarę sensowną Panią Dr. Reszta to porażka… a chodzić trzeba :/ Nie życzę, byś zwiększyła ilość recept.

    Buldożki są śmieszne i pocieszne 🙂

  6. ~pozytywka pisze:

    Mosiu
    🙁
    będziemy pamiętać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *