Inflanty, cd. Lahti

Dzięki, dziewczyny za pouczające opowieści o paznokciach!
A teraz Pan Szczur będzie wrzucał zdjęcia dalej.

Tu Wasz ulubiony sprawozdawca, Szczur!
(Ty, nie bądź taki samochwała, bo ci się jebnie!)
(Mufciu, damy tak nie mówią!)
(Pańcia może, to ja też! Pisz, cwaniaczku!)

Ekhem. Dobrze. Zapomniałam wcześniej napisać, że drugiej nocy w Helsinkach pańcię obudził silny ból. Prawego barku. Zafrasowała się nieco, albowiem to był ten bark do tej pory w miarę sprawny, w przeciwieństwie do lewego, który boli pańcię niemożebnie od wielu miesięcy. Bez obu rąk podróż stała się odrobinę trudniejsza, zwłaszcza robienie zdjęć, bo pańcia nie mogła unosić prawej ręki powyżej pasa. Jakoś udało jej się umyć glowę lewą ręką, ale było coś, co okazało się niemożliwe do zrobienia jedną ręką i co musiał wziąć na siebie pańcio.
Matkoboskoicórko, ile się na jojczał przy tym, to po prostu masakra! Pańcia cierpliwie mu pokazywała na sznurowadłach i udzielała wskazówek na bogato i wreszcie pańcio osiągnął pewien sukces…

Nawet dwa razy, bo zanim pańci bark, obficie karmiony środkami przeciwzapalnymi, doszedł do stanu używalności, upłynęło jednak kilka dni.
No dobrze, to prujemy do Lahti, bo mamy kilka godzin do promu, i państwo zachciało zobaczyć skocznię i może jakieś jezioro po drodze. W końcu Finlandia to kraj z największą ilością wody pitnej w Europie. Tak powiedzieli podczas tego fajnego filmu.
Ale zanim dojechali do skoczni, to pod Lahti wpadli na stację benzynową i pańcia weszła do toalety.
Ojej. Jak przyjemnie się sika, kiedy ćwierkają ptaszęta do kojącej, łagodnej muzyczki a dookoła las!

No a potem znaleźliśmy skocznię

Prawdę mówiąc, z dołu wyglądała idiotycznie. Z boku okazało się, że latem to tam najwyraźniej skacze się prosto do basenu. Bardzo praktycznie…

Na skoczni jest coś w rodzaju ścianki wspinaczkowej i państwo mieli dużo uciechy, kiedy wyobrazili sobie skoczków w nartach, włażących na górę…

Ale, oczywiście, jest i winda. I tylko jedno piętro.

No a tu złażą po cholernie chyba śliskich, metalowych schodach…

Cóż, widoki są piękne…

A za Lahti znaleźliśmy miejsce zupełnie jak na Mazurach i wygląda na to, że całe Suomi to takie nasze Mazury.


Generalnie ślicznie. Spokojnie. Cicho. Jakbyśmy mieli kasę to Finlandia jest w czołówce miejsc w którym państwo chcieli by zamieszkać…
A teraz wracamy do Tallina, choć może Publisia chce przerwy na wnuczkę, Abeladzika i inne sprawy?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 Responses to Inflanty, cd. Lahti

  1. alma_uk pisze:

    Publisia chce wszystko naraz, bo za rzadko Pańcia pisze, zdecydowanie za mało.

  2. morelowa pisze:

    Jak wyżej. Nie chce przerwy tylko w pakiecie chce wszystko.

  3. gossam pisze:

    Ej, ale warkoczyk zawodowy, ja bym się nie czepiała.

    Od skoczni zawróciło mi się w głowie, po dwakroć nawet, tylko mi te śliskie schody nie sztymują. Znaczy, są w razie wu gdyby któryś skoczek powiedział, że dziś nie lata tylko pieszo w dół zejdzie?

    I też poproszę o wszystko razem 🙂

    • megana pisze:

      Nie, nie, nie że nie lata, tylko musi wyjść z tej ich poczekalni w której siedzą zanim przyjdzie ich kolej i zejść pod tych schodach, by dojść do belki startowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *