Się usprawiedliwiamy i wyjaśniamy

Z przykrością zawiadamiamy, że nie możemy wrzucać zdjęć na bloga. Wezwany w trybie alarmowym pańcio, odrobinę zmieszany oświadczył, że skończyło się miejsce na dysku, a on ma właśnie rozgrzebanego laptopa i nic nie może zrobić.
Nie, że w ogóle, nie. Ale na pewno nie dziś.
Zatem dziś pańcia ogłasza przerwę w podróży i pozwoli sobie zadać ukochanej Publisi pytanie o hybrydy. Albowiem z makijażem pańcia idzie na całość i postanowiła zadbać również o pazury. Z doświadczenia wie, że żaden zwyczajny lakier nie wytrzymuje ani jednego dnia w rękawiczkach, ani nitrylowych, ani lateksowych, ani winylowych. Czy może Publisia miała takie doświadczenia, w sensie hybrydy w rękawiczkach? W necie piszą różnie…
A, jak wiadomo, jak pańcia zaczyna zgłębiać temat to porządnie!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Pańcia osobiście. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 Responses to Się usprawiedliwiamy i wyjaśniamy

  1. Isiaja pisze:

    Ja też pracuję w rękawiczkach i niezliczoną ilość razy w ciągu dnia myję i dezynfekuję ręce. Moje paznokcie odmówiły mi współpracy i nie dość że się łamały to jeszcze rozdwajały mi się do połowy płytki.
    Objechałam wszystkie kosmetyczki w okolicy, wypytałam o higienę, narzędzia i rodzaje lakierów.
    I zdecydowałam się na zwykłą hybrydę. Prosiłam tylko o oszczędne ścieranie płytki.
    Pierwsze położenie trzymało się prawie 3 tygodnie. Teraz mam drugie i też jestem zadowolona.
    Myślę,że to w większości zależy od kosmetyczki….

  2. kciuk pisze:

    No to ja się wypowiem..
    Od lat miałam w strasznym stanie nie tylko paznokcie, ale i skórki wokół nich.
    Każde dotknięcie sprawiało, że leciała krew i robiły się zadziory do połowy palców.
    Manikiurzystki załamywały ręce i twierdziły, że nic się z tym nie da zrobić.
    Moja bytność u nich ograniczała się tylko do momentu, gdy paznokcie boleśnie pękały i trzeba było jakoś je ratować.

    Pierwszą hybrydę miałam założoną właśnie podczas takiego ratunku, skleiła mi paznokieć i wszystko wyglądała dobrze tak gdzieś przez dwa dni. Później krwawiące zadziory i bolesne uszkodzenia skórek.
    Po zdjęciu hybrydy paznokcie wyglądały, jak z papieru i pani odmówiła współpracy twierdząc, że nic się nie da z tym zrobić.

    Kiedyś natrafiłam w Internecie na gabinet niedaleko mnie, w Piasecznie.
    Zaryzykowałam i dwie panie debatowały po ukraińsku na temat moich palców,bardzo delikatnie się nimi zajęły i ze zdziwieniem zobaczyłam po raz pierwszy w życiu, że mam nawet niebrzydką płytkę paznokcia! 😮
    Chodzę tam co 3-4 tygodnie, paznokcie mam w znakomitym stanie, a skórki…ani razu żadnego zadziora. Jestem zachwycona i potwierdzam to, co napisała Isaja, że wszystko zależy od kosmetyczki.

    Pracuję w szpitalu i też używam rękawiczek (nitrylex classic ) i nic się nie dzieje.
    Moja koleżanka sama sobie robi w domu hybrydę i znakomicie to wygląda, ale ja nie odważyłabym sobie manipulować przy paznokciach, bo pewnie skończyłoby się tym, co miałam na początku.

  3. gossam pisze:

    Nie mam wprawdzie doświadczenia ani w hybrydach ani w hybrydach w rękawiczkach, od kilku lat mam nieustająco paznokcie żelowe i jestem bardzo z tego zadowolona. W salonie, któremu oddalam rękę (nawet dwie) robią też hybrydy, paznokcie tytanowe, co komu w duszy gra i jeszcze nie widziałam ani nie słyszałam o problemach. Własne paznokcie mam cienkie i łamią się od byle czego i te żele są dla mnie wybawieniem od wiecznych problemów, serio. Hybrydowe są bardzo fajne, profesjonalne nakładanie i zmywanie prawie wcale nie uszkadza naturalnego paznokcia. Przy żelowych podczas korekty poprzednią warstwę plastiku spiłowuje się frezarką, co wymaga uwagi i dużego doświadczenia, hybrydowe rozpuszcza się acetonem i taką nieprzyczepną już warstwę ściąga z paznokci, więc jest nieporównywalnie bezpieczniej z punktu widzenia paznokcia. Gdybym teraz miała się zdecydować, to raczej wybrałabym hybrydy niż żelowe. Początkowo może trochę przeszkadzać to, że paznokcie potraktowane kilkoma warstwami plastiku są grubsze i bardzo sztywne, ale po czasie robi się z tego zaleta. Co do samodzielnej działalności z paznokciami to ja wiem, że się do tego nie nadaję, więc nawet nie rozważam. Nie wiem jak z częstotliwością wykonywania manikury, ale wydaje mi się, że hybryda jakieś 3-4 tygodnie spokojnie wytrzymuje.

    • kciuk pisze:

      Właśnie tą pierwszą hybrydę miałam ściąganą acetonem, a teraz tam, gdzie chodzę panie pracują frezarkami.

      • gossam pisze:

        Wiele pewnie zależy od samego frezu i umiejętności pani. Zatem hybryda w sprawdzonym salonie rozwiązuje problem, a i suplementy ze skrzypem chyba nie zaszkodzą 🙂 Możliwe też, że mam osobistą niechęć do piłowania, jedna pani, pracując pilnikiem, przepiłowała mi paznokieć i to boli jak sam pieron. Frezarka to co innego, ale uraz mi w głowie został 🙁

  4. alma_uk pisze:

    Zwykły lakier bez nałożenia tego utwardzacza i ochrony lakieru jest be. Trzeba stosować te lepszej firmy i i tak utrwalacz, albo własnie hybrydy.

  5. Anneke pisze:

    Megana, gdybyś robiła hybrydy sama, to:
    – filmy RLM pewnie masz obczajone i ostrzeżenie o uważności przy frezowaniu już dotarło,
    – nie oszczędzaj nadmiernie na lampie. Bodajże na kanale Pokój Agaty dziewczyna mówiła, że zbyt tania lampa (o zbyt małej mocy-) będzie Cię irytować- stracisz na całość więcej czasu i jest mniej wygodnie podobno.

    • megana pisze:

      RLM, Maxi, i tę zwariowaną Quloo, która jest zawodową manicurzystką, polecała lampy Sun One i takąż kupiłam. Led, 36 mocy. Do kupna frezów nie dojrzałam, może dlatego, że lewą ręką fatalnie mi się działa. W robotach precyzyjnych jestem dramatycznie praworęczna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *