Inflanty, część pierwsza – Wilno.

Sprawozdaje kolega Szczur.
Wyruszyliśmy jakoś tak strasznie wcześnie, ale pańcia jak zwykle (bardzo wbrew przepisom) przygotowała sobie i nam miejscówkę noclegową…

Ale zanim poszła spać, jak już odebraliśmy ubezpieczenie, zapakowaliśmy Najmłodszego i przejechaliśmy całe miasto to odkryła, że jedzie na urlop w kapciach

Cóż, mówi się trudno. Państwo postanowili kupić jakieś trampki po drodze, bo według prognoz pogoda miała się załamać i same kapcie plus japonki mogły nie wystarczyć.
Dojechaliśmy do Wilna, wielki, ponury Litwin typu Podbipięta porzucony przez Anusię Borzobohatą wręczył nam klucze i mapkę starówki i śmy się rozgościli w kwaterze numer jeden.
Zdjęć z środka nie mam, ale tak wyglądało podwórko



Jednym słowem, pańci klimaty ulubione.
Z samego rana dnia następnego zaczęły się schody, czyli wleźliśmy na wieżę uniwersytecką
Pańcia zupełnie niepotrzebnie spojrzała w dół

Trochę się zdziwiła, że w ogóle jeszcze żyje, spojrzała dalej…

Pańcio wydawał się przeszczęśliwy. W przeciwieństwie do pańci.

Ok, teraz nudne zdjęcia z owej wieży. Na pierwszym pańcia zaznaczyła miejsce kwatery.



Się droga Publisia nie spodziewa erupcji fotograficznych codziennie, albowiem pańcia nie znosi obróbki zdjęć!
No, ale Wilno jeszcze będzie, bowiem byliśmy nim zachwyceni…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na Inflanty, część pierwsza – Wilno.

  1. JoasiaS pisze:

    Meg, pisz. Pięknie tam 🙂

  2. morelowa pisze:

    Piękna wycieczka! piękne zdjęcia! piękny ogród masz!
    A jak ręki kawałek?

  3. Aia pisze:

    O cholibka, jak ja bym się ponudziła w takim miejscu z takimi widokami..

    Witamy podróżujących, tęsknilim 🙂

    Wołeczek 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *