Puree ziemniaczane o domowych zabiegach, ciekawym urlopie pańcia i o bieganiu w piżamce po mrozie.

Mroźną zimą dom państwa wymaga niestety więcej zabiegów niż latem. Trzeba przynajmniej co drugi dzień przepalić w kominku, żeby szczurcie nie zamarzły a wodę wilkom rozmrażać i ze dwa razy dziennie. A gdzie cienko, tam się rwie, więc akurat w momencie jak pańcia odjeżdżała do szpitala, zepsuła się spłuczka w kibelku. To jest coś, co w domu, który posiada szambo, akurat absolutnie nie może być zepsute. Nieoceniony sąsiad przybył i poczynił próby reperacji. Pańcia na wtorek ściągnęła Młodego, by napalił i posprzątał szczurom, Młody niezawiadomiony o problemie użył spłuczki i zameldował, że szambo jednak wylało, po czym również poczynił próby reperacji, to znaczy – wyrwał przycisk od spłuczki ze ściany na amen, ale woda przestała lecieć. W kolejce do palenia ustawiała się powoli pańciowa siostra, ale wtedy właśnie z dalekiej Austrii zadzwonił niczego nieświadomy pańcio.
Szczerze mówiąc, pańcia nie zamierzała go o niczym zawiadamiać, w końcu miała nadzieję, że przez głupi tydzień rodzina poradzi sobie z paleniem, a sąsiadka z karmieniem. I z rozbijaniem lodu w wiaderku wilków.
Ale gdzie cienko… Pańcio zadzwonił, by zawiadomić małżonkę, że Najmłodszy złamał rękę, stracili pół dnia na szukanie lekarza z rentgenem, mają jakiś orkan śnieżny i chmury na wysokości wioski w której mieszkają, kolejka nie chodzi i generalnie to wracają do domu. Zatem pańcia z czystym sumieniem mogła się odwzajemnić swoimi niusami – małżonek oczywiście najbardziej przejął się losem spłuczki – w każdym razie w wyniku energicznych działań i dzięki niemieckim autostradom już w środę wieczorem był w domu i mógł się wszystkim zająć.
Zimowe urlopy państwa w tej sytuacji możemy uznać za hm, nietypowe.

PS- akurat w szpitalu wypadły pańciowe imieniny. Pańcio, wzorowy małżonek, pospieszył z prezentem. No co, masz czas, to sobie poczytasz, powiedział, wręczając dwukilogramową biografię Kazika w twardych okładkach.
No, jasne. Z kindlem pańcia miała kłopot, by go utrzymać tak, żeby nie tylko kroplówka leciała, ale i coś było widać na ekranie. A co dopiero z czymś takim.
PS2 – pańcio przyjechał odebrać małżonkę ze szpitala z niczym. Cud boski, że nie oddała sąsiadce zimowych butów, po prostu trudno było lecieć na izbę przyjęć boso, więc sąsiadka zabrała tylko odzież wierzchnią. Ale w tzw międzyczasie oddała resztę rzeczy. Tym samym pańcia zasuwała do auta owszem w zimowych butach, ale w piżamce i pana męża kurtce. Zapytany delikatnie małżonek oburzył się – „nie mówiłaś, że potrzebujesz palta!”
W istocie – nie mówiła. Sądziła, że jest rzeczą powszechnie wiadomą, że szpitalny magazyn z rzeczami pacjentów nie działa w godzinach późno popołudniowych, a w takich pańcia wychodziła. I że równie wiadomą jest rzeczą, że jest zima i nawet mróz i piżamka może nie wystarczyć.
PS3 – ręka okazała się tylko pęknięta.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ziemniaczane puree i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 odpowiedź na Puree ziemniaczane o domowych zabiegach, ciekawym urlopie pańcia i o bieganiu w piżamce po mrozie.

  1. Aia pisze:

    A tu się dzieje!
    Gamoń zaspał, zasypało życie, a mrozy mózg skuły, zapomniałam zajrzeć :/ ale od jutra doczytuje! I może uda się nawet na bieżąco…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *