Nie wiem. Po prostu nie wiem.

Gabunia miała atak padaczkowy, spadła z łóżka. Byliśmy u weta, w poniedziałek rano kolejna wizyta, trzeba będzie podjąć jakąś decyzję.
Ale jak patrzę jak się przewraca, jak już nie wie co się dzieje, to chyba już pozamiatane.
Po szesnastu latach i dziewięciu miesiącach wspólnego życia – nie mam pojęcia jak sobie poradzę bez tej nerwowej, nieufnej istotki, która wrosła mi w serce jak nikt na świecie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Pańcia osobiście i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na Nie wiem. Po prostu nie wiem.

  1. ~tinga pisze:

    Ciężka decyzja przed Wami 🙁 Przeżyłam 9 miesięcy z padaczkowym Matim i było strasznie! Spanie jak zając pod miedzą, upadki, tulenie i uspokajanie po ataku i najgorsza bezradność… ale to było jeszcze wyrwane 9 miesięcy. Gabunia jest już słaba, więc sytuacja podwójnie trudna.
    Jesteśmy z Wami!

  2. ~Carmen pisze:

    A wet to taki sprawdzony, Wasz wet?
    To wszystko jest tak trudne, że dech zapiera, takie decyzje.
    Trzymajcie się.

  3. ~Kropkaa pisze:

    Gabunia już tylko cierpi, myślę Meg , że trzeba jej pozwolić spokojnie odejść , wiem że to potwornie trudne, ale raczej konieczne 🙁 dla jej dobra .

  4. ~JoasiaS pisze:

    Meg, myślę o Was ciepło…

  5. ~Aia pisze:

    Meg, cokolwiek postanowicie jesteśmy z Wami 🙁
    Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, co robić w takim momencie… Trzeba wyczuć. Myślę, że najważniejsze, by Gabunia nie cierpiała z bólu, nie męczyła się, nie trzeba było Jej do niczego zmuszać (np karmieniem na siłę). Jeśli ma ochotę jeszcze trochę pożyć, to Jej w tym pomóc. Jeśli widzicie, że się od Was oddala, nie ma sił, życie nie sprawia Jej radości (dziwnie to brzmi napisane, ale uważam, że zwierze powinno być zadowolone, kiedy traci powody do cieszenia się, traci chęć do życia), to pomóc Jej odejść, jeśli kolejne udary i wypadki maja się zdarzać 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *